Ministrowie z Organizacji Państw Eksporterów Ropy Naftowej (OPEC) na dzisiejszym posiedzeniu w Wiedniu prawdopodobnie nie zmienią dotychczas obowiązujących kwot wydobycia. Zgodnie odrzucali oni apele o zwiększenie dostaw tego surowca na rynek, uzasadniając taką postawę obawami o spadek popytu, który jest nieunikniony po spowolnieniu tempa rozwoju amerykańskiej gospodarki.
- Nie sądzę, by wydobycie zostało zwiększone i by rynek potrzebował tego właśnie teraz - powiedział po wylądowaniu w Wiedniu Shokri Ghanem, szef libijskiej delegacji. Ministrowie Iranu i Kuwejtu też opowiadali się w czasie weekendu za utrzymaniem kwot wydobycia na obecnym poziomie 25,8 mln baryłek dziennie - to jedna trzecia światowego wydobycia. Podobne stanowisko zajmują ministrowie ds. ropy z Wenezueli, Algierii i Kataru, a także szef OPEC, który jest jednocześnie szefem tego resortu w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.
Nie chciał przed rozpoczęciem konferencji wypowiadać się przedstawiciel Arabii Saudyjskiej, najbardziej wpływowego członka OPEC. Niektórzy analitycy uważają, że uda się mu przekonać przeciwników zwiększania wydobycia, ale dla większości specjalistów byłoby to wielką niespodzianką.
Większość państw członkowskich OPEC jest przekonana, że teraz na rynku nie ma żadnych braków ropy. Jeśli pojawią się w wyniku wyjątkowo ostrej zimy, to zwiększenie wydobycia będzie można rozważyć na grudniowej sesji tej organizacji.
Przeciwnicy zwiększania wydobycia wysokie ceny ropy uzasadniają tym, że gromadzone są zbyt duże zapasy tego surowca - w Stanach Zjednoczonych są większe od pięcioletniej średniej - i niedostatecznym rozwojem przemysłu przetwórczego. Nie widzą też powodów zwiększania dostaw właśnie teraz, gdy zarówno OECD, jak i inne organizacje przewidują spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego. Trafność tych prognoz potwierdziła wczorajsza informacja o spadku PKB Japonii.