- Odpowiednie umotywowanie decyzji o podwyżce stóp, zrozumiałe dla przeciętnego Kowalskiego, gdy inflacja jest poniżej celu RPP, byłoby dość trudnym zadaniem - ocenia Marcin Mróz, ekonomista Fortis Bank Polska. Dlatego - według niego - kolejne zaostrzenie polityki pieniężnej, jakiego analitycy spodziewali się w październiku lub w listopadzie, przesunie się zapewne na początek przyszłego roku.
Będzie o to tym łatwiej, że w styczniu należy się liczyć z dużym wzrostem inflacji (w skali odpowiadającej wczorajszemu zaskoczeniu niską dynamiką cen), co będzie spowodowane wygaśnięciem promocji na dostęp do internetu.
Marcin Mróz zwraca jednak uwagę, że chociaż bieżące dane dotyczące inflacji są dobre, to "jest cały zestaw czynników" zapowiadających przyspieszenie wzrostu cen. - Mamy duży wzrost płac, ale też drożejącą żywność i wysokie ceny ropy naftowej - wylicza ekonomista. Według niego, Rada Polityki Pieniężnej będzie potrzebowała kilku miesięcy, żeby wyważyć argumenty za podnoszeniem i przeciw podwyższaniu stóp procentowych. Ale ostatecznie do podwyżek dojdzie. Według analityka Fortis Bank Polska, w końcu przyszłego roku podstawowa stopa NBP będzie wynosić 6 proc. Dziś jest to 4,75 proc.
Na obniżki nie liczmy
Jarosław Janecki, ekonomista Societe Generale, zgadza się, że w tym roku raczej nie będzie już podwyżki stóp procentowych i że proces dalszego zacieśniania polityki pieniężnej przesunie się na przyszły rok. - Ale, moim zdaniem, podwyżek będzie mniej. Główna stopa dojdzie do 5,25 proc. - mówi Jarosław Janecki.
Specjalista z Societe Generale radzi też nie liczyć na to, że w przyszłym roku RPP może obniżać już stopy. O takiej możliwości mówił wczoraj agencji Reutera, już po opublikowaniu danych o inflacji, Marian Noga. W Radzie Polityki Pieniężnej należy on do tzw. jastrzębi, czyli zwolenników wyższych stóp procentowych.