Każdy z zagranicznych inwestorów, który na początku marca 2003 r. sprzedał dolary i kupił za nie złote, żeby zainwestować je na warszawskiej giełdzie (właśnie zaczynała się hossa), zarobił do dziś, po przeliczeniu z powrotem na "zielone", ponad 380 proc. Zysk z inwestycji w złotych to tylko 280 proc.

Ta pokaźna różnica jest jednym z efektów postępującego osłabiania się amerykańskiej waluty. Ostatnio dolar znów szuka dna - w czwartek bił rekordy słabości względem euro (ponad 1,39 USD) i bardzo zbliżył się do najniższego poziomu w notowaniach do złotego od pełnego upłynnienia kursu.

Eksperci dość zgodnie twierdzą, że spodziewane obniżki stóp procentowych za Atlantykiem, przy zacieśnianiu polityki pieniężnej w Europie, wciąż będą działać na niekorzyść dolara. Z ankiety "Parkietu" wynika, że w najbliższym czasie dolar wobec euro może osłabić się do 1,41 USD. "Zielony" może też stracić do złotego - kurs może spaść nawet do 2,65 zł.

Czy wyjątkowa słabość dolara jest dla giełdy korzystna, czy niekorzystna? Jak dalsze zmiany notowań mogą wpłynąć na kondycję naszej gospodarki? Którym spółkom tani dolar sprzyja, a dla których jest przekleństwem? Na te pytania "Parkiet" odpowieda w specjalnym raporcie.