Reklama

Łączna wartość rezerw przekracza 4 biliony dolarów

Publikacja: 15.09.2007 10:57

Od 1785 roku dolar jest oficjalną jednostką pieniężną Stanów Zjednoczonych. Gdy sto lat temu amerykańska gospodarka stała się największą na świecie, dolar stopniowo przejął od brytyjskiego funta rolę głównego punktu odniesienia dla międzynarodowych rynków finansowych. Stał się walutą światową. Od Chile po Finlandię, od Japonii po RPA, dziesiątki banków ściśle związało z dolarem swoją walutę, by w ten sposób zyskać dla niej zaufanie inwestorów. W dolarach rozliczana jest zdecydowana większość międzynarodowych transakcji. W dolarach ustalane są światowe ceny strategicznych surowców, w tym ropy naftowej i gazu ziemnego, i zawierane są kontrakty. Prawie wszystkie banki centralne, chcąc bezpiecznie lokować swoje oszczędności, wciąż najchętniej zamieniają je właśnie na dolary. Znakomita większość wszelkiego rodzaju międzynarodowych zobowiązań także rozliczana jest w dolarach.

Największy dłużnik świata

Przy tak powszechnym zapotrzebowaniu na dolary każda ilość zielonych emitowanych przez Rezerwę Federalną niemal na pniu była kupowana przez zagranicznych inwestorów. W ten sposób w coraz większym stopniu finansowali oni te wydatki państwa, na które nie było pokrycia wpływami z podatków. Dzięki temu Amerykanie mogli też utrzymać rosnący import towarów i usług z Azji i Europy. W rezultacie Stany Zjednoczone w ciągu jednego pokolenia z największego wierzyciela świata stały się jego największym dłużnikiem.

Nic więc dziwnego, że wartość tego międzynarodowego pieniądza i jego pozycja rynkowa mają duże znaczenie nie tylko dla wielu krajów, a praktycznie dla gospodarki całego świata, ale przede wszystkim dla samych USA. Wciąż ponad 65 proc. rezerw dewizowych banki centralne trzymają w dolarach. Najwięcej ulokowały w nich Chiny i Japonia, ale także Rosja. Łączna wartość rezerw dolarowych przekracza 4 bln USD. Bez trudu można sobie wyobrazić taką oto sytuację, że któregoś dnia w Pekinie czy Tokio postanowiono zamienić te oszczędności na euro czy jeny. Kurs dolara poszybowałby ostro w dół, a ceny kredytów w Stanach Zjednoczonych natychmiast poszłyby w górę. Miliony Amerykanów, nie mogąc spłacić tak drogich kredytów, znalazłoby się na skraju bankructwa. Straszne mogą być skutki tak wielkiego uzależnienia od wierzycieli.

Stopniowe odchodzenie

Reklama
Reklama

Cała nadzieja w tym, że dla nich wizja gwałtownego załamania kursu dolara jest równie straszna. Straty Chińczyków i Japończyków byłyby olbrzymie. Naturalną reakcją świata na trwający od kilku lat spadek wartości amerykańskiej waluty jest stopniowe odchodzenie od niej, a to powoduje dalszą deprecjację.

Przed rokiem Szwecja podjęła decyzję o zwiększeniu udziału euro w swoich rezerwach walutowych z 37 proc. do 50 proc. i o równoczesnym obniżeniu udziału amerykańskiej waluty z 37 proc. do 20 proc. Zamiary zmiany struktury rezerw walutowych kilkakrotnie ogłaszały Rosja i Chiny, nie podając dokładnie przyszłych proporcji, ale nie pozostawiając też wątpliwości co do kierunku korekty - mniej dolarów i więcej euro w portfelu. Przejawem odchodzenia od dolara i kurczenia się jego roli jako światowego pieniądza są namowy Rosji, by odbiorcy jej gazu płacili za ten surowiec w euro. Iran posunął się dalej i już zażądał od Japonii, głównego odbiorcy jego ropy naftowej, by płaciła za ten import w jenach. Rząd w Teheranie poinformował też, że na wyspie Kish w Zatoce Perskiej stworzy giełdę paliwową, na której transakcje będą rozliczane w euro.

Kraje arabskie znad Zatoki - Bahrajn, Kuwejt, Oman, Katar, Arabia Saudyjska oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie - poinformowały o zamiarze wprowadzenia unii walutowej. Projekt ten ma być zrealizowany do 2010 r. i ma być wzorowany na strefie euro. Do współpracy przy jego realizacji zaproszono specjalistów z Europejskiego Banku Centralnego. Nie ulega wątpliwości, że nowy wspólny arabski pieniądz, w którym będzie rozliczany handel ropą na świecie, na pewno osłabi światową pozycję dolara.Ameryka wcziąż żyje

ponad stan

Kurs dolara, tak jak każdego innego towaru, ustalany jest przez rynek. Jeśli spada, to znaczy, że popyt na amerykańską walutę zmniejsza się w stosunku do jej podaży. W opiniach wielu komentatorów przyczyna obecnej sytuacji jest prosta - dolar słabnie, bo Ameryka żyje ponad stan.

Biały Dom wydaje znacznie więcej niż wynoszą przychody państwa, inwestuje więcej niż oszczędza i czyni to zadłużając się za granicą. Taki stan jest skutkiem obecnej sytuacji w amerykańskiej gospodarce, ale jest też rezultatem decyzji politycznych, bo zwiększyła się amerykańska aktywność na świecie (wojny w Afganistanie i Iraku), wzrosły wydatki na walkę z terroryzmem i ma nowe programy militarne, a jednocześnie prezydent George W. Bush obniżył podatki, by pobudzić rozwój gospodarki.

Reklama
Reklama

Stany Zjednoczone nadal są najsilniejszym państwem na świecie, również gospodarczo. Ale ich przewaga maleje. Już teraz produkt krajowy brutto Unii Europejskiej traktowanej jako całość jest większy od amerykańskiego. Co więcej, po raz pierwszy od kilkunastu lat europejska gospodarka rozwija się szybciej od amerykańskiej, co dodatkowo skłania inwestorów do wycofywania się z amerykańskiego rynku. Już teraz światowemu prymatowi USA zaczynają zagrażać Chiny. Jeśli nadal ich gospodarka będzie rozwijała się w tempie ponad 10 proc. rocznie i jednocześnie kurs juana będzie umacniał się, a dolara słabł, to już za kilkanaście lat właśnie Chiny mogą mieć największy PKB na świecie.

Niebezpieczny deficyt

Na to, jak szybko będą rozwijały się Unia Europejska czy Chiny, amerykańska administracja ma wpływ niewielki. Natomiast wewnętrzne przyczyny kryzysu dolara wydaje się lekceważyć. Biały Dom zapewnia, że amerykański deficyt ma charakter przejściowy. Deficyt budżetowy ma być stopniowo redukowany, a handlowy będzie malał automatycznie, właśnie w wyniku spadku dolara, bo potanieje eksport i podrożeje import. Redukcja deficytu budżetowego wymaga jednak działań na rzecz ograniczenia wydatków, bo trudno spodziewać się istotnego wzrostu wpływów przy słabszym tempie rozwoju gospodarczego i zmniejszeniu podatków. Nie można zaś spodziewać się spadku wydatków przy budżecie Pentagonu planowanym na 2009 r. na 480 mld USD. Także ograniczenie deficytu handlowego może okazać się trudniejsze, niż zapowiadają to przedstawiciele administracji.

Duże amerykańskie firmy mają coraz więcej fabryk w wielu krajach na całym świecie i tam realizują produkcję. W takich warunkach spadek kursu dolara w niewielkim stopniu wpłynie na wzrost amerykańskiego eksportu.

Tak więc naturalną konsekwencją rysującego się już zmierzchu amerykańskiego prymatu na świecie, przynajmniej gospodarczego, będzie słabnięcie pozycji dolara jako waluty globalnej.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama