Reklama

Na sygnały rozpoczęcia trendu wzrostowego trzeba poczekać

Po blisko miesiącu od zanotowania sierpniowych dołków, wciąż brak rozstrzygnięć. Dobra wiadomość jest taka, że wahania indeksów w ostatnich tygodniach doprowadziły do powstania wyraźnych poziomów wsparcia i oporu, co pozwoli łatwiej ocenić sytuację w najbliższej przyszłości

Publikacja: 15.09.2007 11:04

Indeks WIG20 znajduje się 8,5 proc. powyżej minimum zanotowanego 16 sierpnia (3329,9 pkt), a jednocześnie 7,9 proc. brakuje mu do historycznego szczytu z 6 lipca (3899,6 pkt). Te proste statystyki same w sobie pokazują, że na rynku utrzymuje się swoisty konsensus i równowaga sił.

Inwestorzy nie palą się do kupowania akcji z prostego powodu - wciąż mają w pamięci gwałtowne spadki wywołane przez fatalne dane ekonomiczne w USA i krążące nad rynkiem widmo recesji w największej gospodarce świata. Nie ma żadnej gwarancji, że nie pojawią się kolejne negatywne doniesienia. Nie ma też żadnej pewności, że przed ewentualną recesją uchroni gospodarkę amerykańską oczekiwane powszechnie cięcie stóp przez Fed. Decyzja ma zapaść już we wtorek. Problem w tym, że obniżka jest już zapewne uwzględniona w cenach, tak więc jeśli faktycznie koszty pieniądza zostaną zredukowane, niekoniecznie będzie to impuls do skoku kursów akcji. Gorzej, jeśli Fed wstrzyma się z radykalnymi krokami - to mogłoby oznaczać małe trzęsienie ziemi na rynkach.

Fed to nie wyrocznia

W dłuższym terminie próby prognozowania wpływu polityki Fed na kursy akcji są obciążone ogromnym ryzykiem popełnienia błędu. Gdyby postawić pytanie, "czy jeśli stopy procentowe w USA zostaną obniżone, to czy należy kupować akcje?", lub "czy jeśli stopy zostaną bez zmian, to czy należy sprzedać akcje?", nikt rozsądny nie byłby skłonny w ogóle udzielać odpowiedzi na tego typu pytania. O tym, że obniżki stóp nie są niezawodnym lekarstwem na ewentualną recesję i bessę na giełdach, pokazały wydarzenia sprzed siedmiu lat. Mimo regularnych cięć stóp, indeksy zanotowały dramatyczną zniżkę w ślad za pogrążającą się gospodarką. Wówczas redukcja kosztów pieniądza po prostu podążała za pogarszaniem się koniunktury i co najwyżej doprowadziła do szybszego odreagowania w gospodarce.

Skoro ryzyka recesji i negatywnego wpływu sytuacji na rynku nieruchomości nie są w stanie określić ekonomiści posługujący się zestawem wyrafinowanych metod analitycznych, to tym bardziej z punktu widzenia przeciętnego inwestora próby prognozowania sytuacji gospodarczej są pozbawione większego sensu.

Reklama
Reklama

W sytuacji szumu informacyjnego, z jakim mamy do czynienia obecnie, najlepszym rozwiązaniem wydaje się śledzenie wskazówek płynących z analizy technicznej. Na razie sugeruje ona raczej obserwowanie wydarzeń na rynku, niż kupno czy sprzedaż akcji. Przyjrzyjmy się chociażby sytuacji technicznej indeksu mWIG40. Przez większość minionego tygodnia wskaźnik ten właściwie stał w miejscu, co jeszcze bardziej świadczyło o równowadze sił, niż w przypadku WIG20.

Jest już punkt odniesienia

Warto jednak zwrócić uwagę, że wahania mWIG40 w poprzednich kilku tygodniach nie były z punktu widzenia analizy technicznej "bezproduktywne". Na początku września na wykresie wyrysowany został wyraźny szczyt (4837 pkt). Oznacza to, że pojawił się jednoznaczny poziom oporu. Takiego wyraźnego punktu odniesienia wcześniej brakowało - po odbiciu w połowie sierpnia mWIG40 rósł, ale trudno było wskazać poziom, przy którym zwykłe odreagowanie przeceny zacznie przeradzać się w trend wzrostowy. Obecnie sytuacja jest klarowna - indeks znajduje się w neutralnej strefie pomiędzy sierpniowym minimum (4286 pkt) a wspomnianym wrześniowym szczytem (4837 pkt). Wahania w ramach tego przedziału nie wnoszą niczego nowego do sytuacji technicznej.

Wykształcenie się wyraźnego poziomu oporu ma ogromną zaletę. Polega ona na tym, że już teraz inwestorzy są w stanie założyć, co należałoby zrobić, gdyby mWIG40 przebił ten poziom. Byłby to wyraźny sygnał rosnącej przewagi byków i jednocześnie zachęta do kupowania akcji (lub jednostek funduszy inwestycyjnych). Należałoby uznać, że rynek zaczyna przedkładać czynniki optymistyczne (choćby rosnące zyski spółek) nad zagrożenia (takie jak ryzyko recesji w USA).Brak jednoznacznych sygnałów cechuje większość spółek. Widać to choćby w gronie największych firm z WIG20. Spójrzmy chociażby na wykresy banków. Ich kursy dopiero nieśmiało flirtują z poziomami oporu. Dobrym przykładem jest PKO BP (opór na wysokości 53,8 zł) czy Pekao (nieznacznie naruszył 244,5 zł). Najlepiej przedstawia się sytuacja techniczna BZ WBK, który wybił się w górę ze strefy konsolidacji (243-257 zł), ale stało się to przy bardzo małych obrotach.

Gdyby przebicie poziomów oporu na szerokim rynku było pewne, to właściwie już dzisiaj pisalibyśmy o tym, że warto odważnie kupować akcje. Na to jest jednak za wcześnie. Waga wspomnianych zagrożeń dla hossy jest ciągle tak znaczna, że nie da się wykluczyć testu poziomów wsparcia.

Rynki wschodzące wracają do formy

Reklama
Reklama

Przed tygodniem naszą analizę poświęciliśmy głównie hossie wracającej na rynki wschodzące. Ostatnie dni przyniosły potwierdzenie tego korzystnego trendu. Indeks MSCI Emerging Markets wspiął się do czwartku na poziom oddalony od tegorocznego szczytu jedynie o 5,6 proc. Dla porównania - od połowy sierpnia wskaźnik ten zyskał już ok. 15 proc. (głównie na skutek hossy w Ameryce Płd. i Azji). Na dłuższą metę trudno wyobrazić sobie, by WIG20 nie podążał śladem indeksu MSCI dla rynków wschodzących. To poważny argument za tym, że są większe szanse na powrót trendu wzrostowego również na naszą giełdę niż na pogłębienie sierpniowego dołka.

Ceny miedzi pod presją gospodarki

Miedź - surowiec, którego ceny uznaje się za barometr koniunktury gospodarczej na świecie - kosztuje mniej niż przed rokiem. Spadek rocznej zmiany cen czerwonego metalu z ponad 160 proc. w maju ub.r. poniżej zera oznacza, że rynek ten dyskontuje globalne spowolnienie. Nie jest to jednak powód do dramatyzowania - skoro dyskontowanie trwa już tak długo, to może ma się ku końcowi? Z dzisiejszej perspektywy widać, że proces ten zaczął się dużo wcześniej, zanim jeszcze pojawiły się niepokojące dane makro w USA. Ewentualny spadek cen miedzi poniżej sierpniowego dołka należałoby traktować jednak jako sygnał dalszego pogorszenia koniunktury.

Inflacja szokiem dla rynku długu

Czwartkowe dane o zaskakująco niskiej inflacji w sierpniu (1,5 proc. w skali roku, podczas gdy oczekiwano 1,9 proc.) wywołały trzęsienie ziemi na rynku obligacji skarbowych. Inwestorzy ruszyli do ich kupna, ponieważ stwierdzili, że tak niska inflacja zniechęci RPP do podwyżki stóp procentowych. Zaowocowało to gwałtownym spadkiem rentowności obligacji. Problem polega na tym, że niski wskaźnik wzrostu cen był głównie efektem promocji w Telekomunikacji Polskiej. To skłania do refleksji, czy warto kurczowo trzymać się oficjalnych danych statystycznych i jedynie nimi kierować się przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama