W cotygodniowych artykułach poświęconych poszczególnym branżom konsekwentnie opieramy się na dwóch metodach oceny atrakcyjności akcji: analizie technicznej oraz analizie poziomu wskaźników wyceny na tle przeszłości. Nie zawsze oba te podejścia prowadzą do identycznych wniosków. W takich sytuacjach preferujemy analizę techniczną, gdyż często rynek dyskontuje zjawiska fundamentalne, które dopiero później znajdą odzwierciedlenie w wynikach finansowych spółek.
Branża dostawców oprogramowania i usług informatycznych jest dobrym przykładem tego, że wnioski płynące z analizy technicznej pozwalają ochronić kapitał inwestorów. Na początek przyjrzyjmy się sytuacji, w jakiej branża IT znajdowała się trzy miesiące temu, zanim jeszcze doszło do niedawnej silnej przeceny.
Rys historyczny
Jak widać na wykresie, obliczany przez nas indeks IT (grupujący 13 dostawców oprogramowania i usług o rocznych przychodach powyżej 50 mln zł) powoli oddalał się wówczas od kwietniowego szczytu. Poziom wycen w branży nie zapowiadał pogłębienia korekty - przeciętny wskaźnik cena/zysk wynosił około 25, i był na poziomie neutralnym na tle poprzednich lat (w przeciwieństwie do wielu innych branż, gdzie akcje były zdecydowanie zbyt drogie). Co więcej, korzystne wydawały się perspektywy stojące przed spółkami IT - wzrost gospodarczy i potencjalna fala zamówień publicznych.
Mimo tych pozytywnych lub przynajmniej neutralnych czynników fundamentalnych branża nie zdołała uchronić się przed późniejszą głęboką korektą, wywołaną głównie przez pogorszenie nastrojów na całej giełdzie. Inwestorzy śledzący sygnały analizy technicznej w porę mogli jednak wycofać się ze swych lokat w branżę. Dobrze obrazuje to wykres naszego indeksu. Sygnał sprzedaży pojawił się w końcu lipca, gdy indeks przebił poziom wsparcia wynikający z dołków z maja i czerwca oraz lokalnego szczytu z lutego. Konsekwencją tego wydarzenia był późniejszy spadek o blisko 16 proc.