Spadające w tym tygodniu ceny trzymiesięcznych kontraktów na aluminium to ciągle efekt zamieszania na światowych rynkach wywołanego przez kryzys instytucji udzielających kredytów hipotecznych. Rynki surowców są bardziej ostrożne i przez to wykres nie zreplikował tworzącej się na rynkach giełdowych odwróconej formacji głowy z ramionami. Zamiast tego czekał na decyzję Fedu w sprawie obniżki stóp procentowych i na to, jak zareagują pozostałe rynki. Daje to realną szansę na powolny powrót do korytarza wzrostowego, który kształtował się od czerwca zeszłego roku, a załamał się pod koniec lipca tego roku. Wczorajsze zejście z ceną dostawy za trzy miesiące poniżej poziomu 2400 dolarów za tonę oznacza powrót do dołków z marca 2006. Największą przeszkodą na drodze do odrabiania strat może okazać się sytuacja na rynku w Stanach Zjednoczonych - zwłaszcza niższy od przewidywanego popyt ze strony budownictwa. Giełda w Chicago zawsze była nad wyraz wrażliwa na wszelkie oznaki recesji i gdyby obniżka stóp procentowych nie uratowała sytuacji, realny stałby się spadek cen kontraktów do poziomu 2200 dolarów za tonę, gdzie wsparcie wyznacza nie tylko zatrzymanie z początku 2006 roku, ale także próg rentowności niektórych producentów. Obecne wahanie inwestorów wynika także z wciąż niepewnej sytuacji w Europie - kryzys kredytowy może jeszcze odbić się czkawką, zwłaszcza w Niemczech i na Wyspach Brytyjskich. Oczekiwanie widać też w zawężającym się kanale wstęg Bollingera. Najbliższy tydzień powinien przynieść odpowiedź na pytanie o kierunek dalszych zmian.
PARKIET