Reklama

Światowe rynki uwierzyły, że Fed oddalił widmo recesji

Indeksy akcji odrobiły już większość strat z niedawnej fali wyprzedaży. Inwestorzy są przekonani, że dzięki zdecydo wanej obniżce stóp procentowych mało prawdopodobny jest czarny scenariusz w amerykańskiej gospodarce

Publikacja: 20.09.2007 07:27

Fala entuzjazmu po obniżce stóp procentowych w USA rozlała się już po całym świecie. Po tym, jak we wtorek amerykański indeks S&P 500 zyskał 2,9 proc., euforia dotarła wczoraj do Azji, a później do Europy. Do świętowania przystąpili również polscy inwestorzy, już na otwarciu sesji windując indeks WIG20 o 3,1 proc. Coś takiego ostatni raz zdarzyło się w czerwcu 2006 roku. To dość optymistyczne porównanie, bo wówczas rynek akcji był u progu kolejnej fali hossy po wcześniejszych głębokich spadkach.

Tego, że we wtorek Fed obniży stopy procentowe, spodziewali się niemal wszyscy. Zdecydowanie mniej było jednak tych, którzy spodziewali się cięcia aż o 50 punktów bazowych. Kiedy we wtorek wieczorem tak duża obniżka stała się faktem, rozentuzjazmowani inwestorzy ruszyli do kupna akcji.

Cały świat na zielono

- Wygląda to trochę, jakby przybyła kawaleria, z tym że tym razem na śmigłowcach - był pod wrażeniem Daniel Broby, zarządzający w Renaissance Investment Management. Podczas spotkania, na którym dyskutowano strategię inwestycyjną tej firmy finansowej, mówiono, że jeśli Fed obetnie główną stopę procentową o 50 punktów bazowych, na giełdy może powrócić hossa.

W Azji rosły indeksy wszystkich giełd z wyjątkiem Chin. Tokijski Nikkei 225 zyskał 3,7 proc. W Japonii drożały głównie akcje firm mocno powiązanych z rynkiem amerykańskim. Kurs walorów Toyoty podskoczył aż o 4,5 proc. Ameryka Północna ma 35-proc. udział w przychodach japońskiego kolosa motoryzacyjnego i wielu inwestorów uznało, że warto kupić te akcje, gdyż Toyota nadal będzie dużo zarabiała po drugiej stronie Pacyfiku.

Reklama
Reklama

Giełdowi gracze chętnie kupowali akcje instytucji finansowych, które w ostatnich tygodniach znalazły się pod presją z powodu kryzysu kredytowego. Teraz inwestorzy uznali, że redukcja stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych odblokuje rynki finansowe i ułatwi zaciąganie pożyczek na normalnych warunkach. Z rynku papierów dłużnych obligacji nadeszła wiadomość o najmniejszym od dwóch miesięcy ryzyku posiadania obligacji spółek europejskich.

Fala optymizmu ogarnęła również rynki surowcowe, które są szczególnie wyczulone na zmiany koniunktury gospodarczej na świecie. Kluczowa dla notowań KGHM cena miedzi skoczyła do blisko 7900 USD za tonę - to poziom najwyższy od początku sierpnia. To oznacza, że cena czerwonego metalu odrobiła już niemal całe straty związane z zawirowaniami na światowych rynkach.

Tylko niektórzy liczyli na taką

obniżkę

Fed, tnąc oprocentowanie funduszy federalnych i stopę dyskontową o 50 punktów bazowych, uczynił dużo więcej, niż oczekiwali gracze na rynkach finansowych, gdyż zasygnalizował w komunikacie po wtorkowym posiedzeniu, że jeśli zajdzie taka potrzeba, będzie gotowy nadal obniżać koszty kredytu. - Czytając między wierszami, ton komunikatu jest taki, że drzwi do cięcia stopy funduszy federalnych i dyskontowej podczas kolejnych spotkań są otwarte - uważa Stuart Hoffman, ekonomista PNC Financial Services Center.

Inwestorzy pozytywnie odczytali sam fakt, że Fed zdaje sobie sprawę z zagrożeń. Po raz pierwszy od czasu objęcia stanowiska szefa banku centralnego przez Bena Bernanke, w komunikacie dołączonym do wtorkowej decyzji pojawiła się wzmianka dotycząca tego, co dzieje się na rynkach finansowych. To można traktować jako ukłon w stronę inwestorów. "Dzisiejsza decyzja ma na celu uniknięcie części zjawisk niekorzystnych dla całej gospodarki, które w innym przypadku mogłyby wyniknąć z zawirowań na rynkach finansowych (...)" - to fragment wtorkowego komunikatu.

Reklama
Reklama

Słowa te inwestorzy mogli uznać za przełom w stosunku do swoich oczekiwań wobec Fedu jeszcze sprzed miesiąca czy dwóch. Wówczas nie brakowało opinii, że bank centralny traktuje kryzys na rynku pożyczek hipotecznych dla klientów o niskiej zdolności kredytowej (subprime loans) jako naturalny wynik gry sił rynkowych i efekt wcześniejszej nadmiernej pobłażliwości inwestorów dla ryzyka.

Gwarancji nie ma

Losy koniunktury na światowych giełdach w nadchodzących miesiącach zależą od tego, na ile uzasadnione są obawy przed recesją. Sprowadza się to właściwie do pytania, czy powtórzy się scenariusz rozwoju wydarzeń z 1998 roku, czy z 2001. W obu tych przypadkach Fed - podobnie jak obecnie - zareagował cięciem stóp procentowych na pogarszającą się sytuację gospodarczą. Różnica jest taka, że po obniżce we wrześniu 1998 roku sytuacja praktycznie natychmiast wróciła do normy i kolejne miesiące przyniosły silny wzrost indeksów giełdowych. Na powtórkę tego scenariusza liczą inwestorzy na całym świecie.

Wtorkowa redukcja kosztów pieniądza o 50 punktów bazowych w USA wcale nie gwarantuje jednak zakończenia kłopotów gospodarczych. Rynki przekonały się o tym przed sześcioma laty. Mimo że w styczniu 2001 roku Fed jeszcze bardziej zdecydowanie niż obecnie obniżył stopy (na dwóch posiedzeniach w ciągu miesiąca koszty pieniądza zredukowano o 1 pkt proc.), kolejne kilkanaście miesięcy upłynęło pod znakiem pogłębiającej się recesji i jednej z największych w historii przecen akcji.

Nie widać końca słabych

danych

Reklama
Reklama

O zagrożeniach przypomniały opublikowane wczoraj dane. Okazało się, że w sierpniu liczba rozpoczynanych budów domów była najniższa od 12 lat. Zwiększa to ryzyko, że kryzys na rynku nieruchomości może uderzyć w całą gospodarkę. Spadek rozpoczynanych budów domów o 2,6 proc., do 1,331 miliona, był większy, niż prognozowano. Negatywna dla rynków giełdowych była też informacja o gorszych od oczekiwań wynikach finansowych banku inwestycyjnego Morgan Stanley, którego zysk w III kwartale obniżył się o 7 proc., do 1,47 mld dolarów.

Dobrą wieścią był natomiast niespodziewana deflacja w ubiegłym miesiącu, co w tym roku zdarzyło się po raz pierwszy. Wskaźnik cen konsumpcyjnych zmniejszył się o 0,1 proc., co może Fedowi ułatwić podejmowanie decyzji podczas następnych spotkań komitetu otwartego rynku decydującego o poziomie stóp procentowych.

Coraz bliżej historycznych

szczytów

Redukcja kosztów pieniądza za oceanem pozwoliła indeksowi WIG20 nadrobić zaległości względem innych rynków wschodzących. Jak pisaliśmy już wcześniej, mierzący panującą na nich koniunkturę indeks MSCI Emerging Markets już dawno odrobił większość strat z niedawnej przeceny. Tymczasem WIG20 wyraźnie pozostawał za nim w tyle. Wczorajszy skok pozwolił wyrównać te różnice. WIG20 zyskał już 14,2 proc. od dołka zanotowanego 16 sierpnia tego roku. Jednocześnie do lipcowego szczytu brakuje mu już tylko 2,6 proc. Z kolei amerykańskiemu S&P 500 do historycznego maksimum brakowało po wtorkowej sesji zaledwie 2,2 proc., od sierpniowego minimum zaś zdążył oddalić się o 8 proc. Wygląda więc na to, że inwestorzy za oceanem coraz mniej obawiają się widma recesji. To różni obecną sytuację od tej z początku 2001 roku, kiedy Fed rozpoczął poprzednią serię obniżek stóp. Wówczas bowiem indeksowi S&P 500 do szczytu brakowało blisko 12 proc.

Reklama
Reklama

Powrót hossy staje się faktem

Nie wiadomo, czy ostre cięcie stóp procentowych w USA na dobre oddaliło ryzyko recesji, ale w każdym razie pozwoliło indeksowi S&P 500 z impetem przełamać poziom oporu. Barierą, do której indeks zbliżał się przez kilka tygodni, było ok. 1495 pkt. Opór ten wynikał z serii dołków z maja i czerwca oraz z lokalnego szczytu z 8 sierpnia. Wniosek jest taki, że nawet jeśli chwilowo kupujący dostaną zadyszki, to droga do tegorocznego szczytu (1553 pkt) stoi otworem. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku naszego rodzimego WIG20.

Szanse i zagrożenia dla hossy

Co przemawia za trwałą poprawą nastrojów na giełdach?

? Możliwe uspokojenie sytuacji

Reklama
Reklama

na rynkach kredytowych

Obniżka stóp procentowych przez Fed może okazać się tym skuteczniejsza, że u źródła obecnych problemów leży napięta sytuacja na rynku kredytowym, dla którego to właśnie poziom stóp

jest najważniejszym czynnikiem.

Niższe koszty pieniądza mogą działać na wiele sposobów: być może zachęcą konsumentów i firmy do brania kredytów na nowe wydatki, zmniejszą obciążenia dotychczasowych dłużników (w tym także spółek giełdowych - co poprawi ich wyniki finansowe), zmniejszą atrakcyjność bezpiecznych obligacji na korzyść przynoszących potencjalnie większe zyski akcji.

? Akcje amerykańskich spółek

Reklama
Reklama

są niedrogie

Jak wynika z danych Bloomberga, wskaźnik cena/zysk dla spółek z indeksu S&P 500 wynosił we wtorek 17,6, co oznacza, że był o blisko 10 proc. niższy od średniej z ostatnich czterech lat, która równa jest 19,4. U progu poprzedniej bessy, na początku 2000 r., C/Z wynosił dla porównania ponad 30. Z kolei C/Z oparty na prognozowanych zyskach spółek wynosi 16.

Co przemawia za powrotem spadków na światowe rynki akcji?

? Ryzyko, że, podobnie jak 6 lat temu, Fed nie zdoła powstrzymać recesji

Sam amerykański bank centralny w komunikacie dołączonym do wtorkowej decyzji przyznał, że "napięta sytuacja na rynku kredytowym grozi nasileniem korekty na rynku nieruchomości i osłabieniem wzrostu gospodarczego". Trudno przewidzieć, jak daleko jest jeszcze do dołka koniunktury ekonomicznej. Rynek nieruchomości pogrąża rynek kredytowy, a ten oddziałuje niekorzystnie na rynek nieruchomości - jak długo potrwa jeszcze to błędne koło?

? Ryzyko, że problemy amerykańskiej gospodarki rozleją się na cały świat

Gdyby w USA wybuchła recesja, prędzej czy później jej negatywne skutki odczułaby też polska gospodarka, której rozpęd w międzyczasie osłabić mogą podwyżki stóp procentowych przez RPP.

? Ryzyko pojawienia się kolejnych słabych danych makro

Nawet jeśli obniżki stóp za oceanem okażą się na dłuższą metę skuteczną bronią w walce z recesją,

to nie są w stanie wpłynąć na to, co już się stało w gospodarce. Możliwe, że inwestorzy otrzymają jeszcze dawkę kiepskich danych makro z USA (dotyczących sytuacji sprzed decyzji Fedu), co ponownie wywoła nerwowość na rynkach

Zawirowania w Kazachstanie. Następna Rosja?

Skutki kryzysu na rynku nieruchomości w USA zataczają coraz szersze kręgi. Dotarły nawet do Kazachstanu. Sytuacja jest na tyle poważna, że władze środkowoazjatyckiej republiki obawiają się końca ekonomicznego boomu, którego Kazachowie byli świadkami w ostatnich ośmiu latach. Banki w tej poradzieckiej republice zaczęły podnosić oprocentowanie kredytów, część przestała nawet pożyczać pieniądze. - Kryzys na światowych rynkach finansowych doprowadził do deficytu kapitału, co szczególnie odbija się na krajowej branży budowlanej - stwierdził Gałym Orazbakow, minister handlu i przemysłu Kazachstanu. Według jego danych, budowa nowych domów jest w 60-80 proc. finansowana długiem. Szef rządu Karim Masimow chce przyjść z pomocą deweloperom i proponuje rozpoczęcie skupowania domów przez państwo. Władze zalecają też, aby firmy pozyskiwały więcej kapitału poprzez sprzedaż udziałów. Do tej pory większość przedsiębiorstw pozyskiwała fundusze przez emisję obligacji. Jednak rząd kazachski przestraszony skalą tego zjawiska już na początku roku wprowadził środki organiczające zapożyczanie się banków za granicą. Przedstawiciele banków starają się uspokajać. - Nie ma decyzji dotyczącej przerwania wydawania pożyczek, jednak nowym wnioskom przyglądamy się z większą uwagą - wyjaśnia Larisa Kokowiniec, rzecznik prasowy Kazkommercbanku, zajmującego miejsce w pierwszej trójce wśród kazachskich kredytodawców.

Kryzys w amerykańskich nieruchomościach może zaszkodzić też Rosji. - Jeśli problemy z zagranicznymi pożyczkami przedłużą się do nowego roku, nawet 40 proc. rosyjskich banków będzie musiało wstrzymać wydawanie pożyczek hipotecznych - uważa Nikołaj Szitow, prezes Gorodskogo Hipotecznego Banka, należącego do Morgana Stanleya. Np. Moskommercbank, zależny od Kazkommercbanku, już znacząco podniósł oprocentowanie kredytów.

komentarze

Jeremy Stretch

staObecnie wszystko obraca się wokół tego, czy inwestorzy odzyskają zaufanie do rynku finansowego, przede wszystkim do banków. Wydaje się, że Rezerwie Federalnej udało się wczoraj uspokoić amerykańskich inwestorów, a w ślad za tym - także europejskich. Ale wciąż trzeba być ostrożnym i spoglądać na sygnały płynące z gospodarek - choćby lekko negatywne dane mogą szybko zmienić nastroje na giełdach. Oprócz sytuacji w sektorach nieruchomości warto śledzić wskaźniki inflacji, które ostatnio też mogą budzić pewien niepokój.

W najbliższym czasie przewiduję wzrosty wzdłuż

i wszerz Europy, ale potem indeksy zwolnią i nastanie okres niepewności. Będzie to bardzo trudny moment; jak powiedziałem, dużo zależeć będzie od odporności inwestorów na pojedyncze doniesienia z rynku. Nie chciałbym w tych tygodniach znajdować się na miejscu szefów banków centralnych.

Robert Quinn

główny strateg Standard & Poor?s w Londynie

Można sobie wyobrazić, że gdyby nie decyzja Fedu, sytuacja na światowych rynkach finansowych byłaby naprawdę niebezpieczna. Nawet po niej parkiety, szczególnie europejskie, dalekie są od pewności siebie. Hossa nie oznacza bynajmniej oddalenia pytania o kondycję bankowości w USA, Wielkiej Brytanii i innych krajach, ale jedynie tymczasowe jego zawieszenie. Bardzo ważne dla rynków będą wyniki finansowe wiodących banków. Trzy lub cztery z nich przedstawią je już wkrótce. Ze względu na wzajemne powiązania niepokój dotyczący jednego z nich mógłby szybko rozlać się na konkurencję po obu stronach Atlantyku. Kolejny czynnik nakazujący duży spokój to trwająca groźba inflacji. W Wielkiej Brytanii na przykład znacząco rosną ceny żywności i papierosów. To przekłada się na notowania sporej grupy firm.

Marek Juraś

szef Działu Analiz, DM BZ WBK

Najistotniejsze w nastawieniu uczestników rynku jest znaczne obniżenie oczekiwań co do tempa wzrostu gospodarki amerykańskiej w najbliższych kilku kwartałach. Trudno przy tym powiedzieć, czy kłopoty rynków finansowych są już definitywnie za nami. Z jednej strony mamy wciąż wszechobecny strach przed mocnym spowolnieniem czy potencjalną recesją w USA, zwłaszcza w kontekście ostatnich wydarzeń na rynku kredytów hipotecznych, z drugiej strony widać zdecydowanie Fedu w przeciwdziałaniu spowolnieniu. Gwałtowna reakcja światowych rynków to właśnie dyskontowanie agresywności decyzji Fedu. Oczekiwania co do najbliższej przyszłości zakładają dalsze cięcia stóp procentowych, co zazwyczaj dobrze przekłada się na rynki akcji. Polska giełda jest mocno skorelowana z innymi rynkami - zarówno wschodzącymi, jak i rozwiniętymi. Nasz krajowy rynek będzie przez to bardziej trzymał się w trendzie światowym, niż reagował na zawirowania polityczne, zwłaszcza przy obecnych nijakich wynikach sondaży przedwyborczych.

Grzegorz Stępień

makler, DI BRE Banku

Obniżka stóp procentowych w USA ma oczywiście pozytywny wpływ na rynki finansowe, ale raczej krótkoterminowy. Optymizm na giełdzie przeminie, całość wpłynie za to na dalsze osłabienie dolara, a przez to na wyższe ceny surowców. Dodatkowo wszystko to negatywnie odbije się na inflacji - zamieciona pod dywan, kiedyś spod niego wypłynie. Bardzo ważna jest jednogłośność decyzji Fedu - oznacza to, że cały skład decyzyjny dostrzega problemy, jakie dotykają amerykańskiej gospodarki. Polski rynek nie powinien być jednak zagrożony - nasza gospodarka ma się dobrze, giełda dyskontuje już zmianę władzy - jeśli nie partii rządzącej, to układu sił. Reakcję mogłyby wywołać dopiero ustawy realnie zagrażające budżetowi.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama