Ministerstwo Finansów sprzedało wczoraj relatywnie dużą pulę (2,5 mld zł) obligacji pięcioletnich o stałym oprocentowaniu - określonym na poziomie 4,75 proc. Rentowność papierów przy popycie 5,72 mld zł wyniosła 5,482 proc. Podobną cenę miały "pięciolatki" sprzedawane w czerwcu (5,48 proc.). Warto jednak pamiętać, że wówczas podaż była znacznie mniejsza - wyniosła 1 mld zł.
Resort trafił z aukcją w idealny moment. Wtorkowa decyzja amerykańskiej Fed o obniżeniu stóp procentowych zwiększyła optymizm inwestorów. W efekcie byli skłonni płacić więcej za rządowe papiery. To wpłynęło wczoraj na obniżenie się średnich rentowności "pięciolatek" o niemal 3 pkt bazowe (z 5,562 do 5,535 proc.).
Już po przetargu obligacji GUS podał dane o dynamice produkcji przemysłowej. Okazały się nieco niższe od przewidywań rynku, co odczytywane jest jako zmniejszenie ryzyka wzrostu inflacji i podwyżki stóp procentowych. To również pomogło obligacjom.
W miarę, jak zbliża się koniec roku, inwestorzy zastanawiają się, czy potrzeby pożyczkowe budżetu będą rosły. Na razie utrzymująca się nadwyżka budżetu (po sierpniu wyniosła 274,98 mln zł) powoduje ograniczanie emisji do minimum. Wczoraj MF nie zdecydowało się na aukcję dodatkową.
Sytuacja może się zmienić pod koniec roku, kiedy przyspieszy realizacja wydatków państwa. Kluczowe będą zwłaszcza dwie emisje: 10 października - wówczas MF zaoferuje obligacje dziesięcioletnie - oraz 14 listopada - resort będzie sprzedawać cieszące się dużym wzięciem inwestorów papiery zmiennokuponowe. Wystarczy przypomnieć aukcję z lutego, kiedy popyt na "dziesięciolatki" o zmiennym oprocentowaniu, warte 2 mld zł, wyniósł 16,6 mld zł.