Reklama

Burza wokół unijnej energetyki

Komisja Europejska chce podziału firm zajmujących się produkcją i przesyłem energii. Projekt dyrektywy wywołał burzliwą dyskusję - przeciw są nie tylko koncerny, takie jak E.ON czy EDF, ale i duża grupa państw. Niezadowolony jest też Gazprom

Publikacja: 20.09.2007 09:28

Bruksela postawiła sprawę jasno: pozycja potentatów europejskiej energetyki uniemożliwia jakąkolwiek konkurencję i utrzymuje ceny na wysokim poziomie. Dlatego producenci elektryczności i gazu muszą pozbyć się swych sieci przesyłowych albo przynajmniej powołać odrębne spółki do zarządzania nimi.

Propozycja Komisji i tak wychodzi w pewien sposób naprzeciw oczekiwaniom przedsiębiorstw, takich jak niemieckie E. ON i RWE czy francuskie EDF i Suez, które niedwuznacznie krytykowały chęć ingerencji w ich interesy. Mimo to projekt wywołał natychmiast falę nieprzychylnych komentarzy, a sprzeciw wobec niego zapowiedziała już Francja. Ma on jednak również zdecydowanych zwolenników; chwalą go ci, którzy widzą w unijnej dyrektywie pierwszy poważny krok ku europejskiej solidarności energetycznej.

"Nie" dla Rosjan

Na sieci przesyłowe gazu w Europie Zachodniej apetyt od dawna miał Gazprom. Aby zapobiec sytuacji, w której rurociągi wydzielone przez firmy z krajów Unii przejmowaliby Rosjanie (mówiło się również o algierskim Sonatrachu), Komisja Europejska uzupełniła swój plan kilkoma środkami ochronnymi. Po pierwsze, zagraniczne koncerny będą traktowane na równi z miejscowymi, co oznacza, że Gazprom, chcąc zainwestować w sieci przesyłowe na terenie Unii, musiałby... pozbyć się złóż gazu ziemnego w Rosji.

Po drugie, inwestycje takie byłyby uzależnione od otwarcia się zainteresowanego kraju na podmioty z Unii. To czytelna aluzja wobec Moskwy, która zazdrośnie strzeże pozycji Gazpromu jako jedynego eksportera gazu. W końcu Komisja zagwarantowała sobie możliwość zablokowania każdej transakcji z udziałem zagranicznego kapitału.

Reklama
Reklama

Po latach starań

Podstawą działania Brukseli jest przekonanie, że ogromne spółki nie mogą efektywnie służyć konsumentom, gdy zmuszone są dbać zarówno o przetwarzanie, jak i dystrybucję nośników energii. Na niczym spełzły wieloletnie wysiłki unijnych urzędników mające na celu dopuszczenie do sieci przesyłowych nowych dostawców. Bardziej efektywne okazały się na tym polu poszczególne panstwa - w 11 krajach członkowskich UE obowiązuje już zakaz łączenia w jednym ręku produkcji energii elektrycznej i jej przesyłania. Według nowej dyrektywy, fimy z całej Unii miałyby trzy możliwości: podzielenie na dwa równorzędne komponenty, sprzedaż sieci dystrybucji lub oddanie jej w zarząd powołanemu przez rząd krajowy "niezależnemu operatorowi".

Szykuje się zacięty spór

- Plan Komisji idzie za daleko - komentuje krótko wysoki urzędnik niemieckiego ministerstwa gospodarki. Oficjalny sprzeciw swego kraju wyraziła już Christine Lagarde, francuska minister finansów. Berlin i Paryż przewodzą koalicji 9 państw przeciwnych projektowi. Argumentują, że stanowiłby on nieuzasadnione naruszenie swobody ich czołowych firm. Za miesiąc okaże się, czy do ich zdania przychylą się pozostałe rządy.

AFP, Euobserver, Bloomberg

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama