Z Bukaresztu nadciągają niepokojące sygnały o gospodarce Rumunii. W opinii Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW), kryzys na amerykańskim rynku kredytów hipotecznych może odbić się czkawką w tym kraju. - Jest on w dużym stopniu uzależniony od napływu kapitału z zewnątrz, który pomaga pokryć rosnący deficyt na rachunku obrotów bieżących - uważa Fernandez Ansola, starszy regionalny przedstawiciel MFW. Według Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, deficyt na rachunku obrotów bieżących w Rumunii sięgnie w tym roku 12 proc. produktu krajowego brutto.

Niebezpiecznie zwyżkuje inflacja, która w sierpniu wyniosła 5 proc., w lipcu zaś ceny rosły w tempie 4 proc. Wynagrodzenia Rumunów, które w ostatnich miesiącach znacząco zaczęły się zwiększać, pozwoliły im zaciągać większe pożyczki. Jednak wiele wskazuje na to, że mieszkańcy Rumunii będą musieli ograniczyć wydatki. Pod koniec sierpnia bank centralny poinformował, że długi Rumunów rosną dwa razy szybciej niż raty kredytowe. Przez pierwszą połowę roku władze monetarne prowadziły liberalną politykę. Jednak po serii cieć stóp procentowych bank centralny na ostatnim posiedzeniu pozostawił koszty kredytu bez zmian.

Niepokojąco natomiast zwiększa się tempo wzrostu bankrutujących przedsiębiorstw rumuńskich. W pierwszej połowie tego roku liczba firm, które chylą się ku upadkowi, zwiększyła się aż o 50 proc. - wynika z danych rumuńskiego oddziału Coface, francuskiej firmy monitorującej upadłości w wielu krajach.

Oznaki przegrzania występuja też w branży nieruchomości. - Ceny mieszkań w Bukareszcie są mało atrakcyjne. Wiele z nich kosztuje tyle samo, co obiekty w centrum Warszawy - tłumaczy nam Maciej Dymkowski, dyrektor zarządzający w firmie redNetProperty Consulting.