Reklama

Nie będzie zmian w PKE przed wyborami?

Szef rady PKE i prezes jakoś się porozumieli. Jak, nikt nie chce mówić, ale na razie jest spokój

Publikacja: 22.09.2007 10:28

Ministerstwo Skarbu ma trochę spokoju z Południowym Koncernem Energetycznym. Prezes spółki Jan Kurp oraz Filip Grzegorczyk, szef rady nadzorczej, poinformowali wczoraj, że zaplanowane spotkanie członków rady nadzorczej, zarządu oraz przedstawicieli związków zawodowych PKE zostało odwołane. Kurp i Grzegorczyk zaapelowali wspólnie do załogi i związkowców o zachowanie spokoju. Za sukces można uznać już samo to, że podpisali się wspólnie pod jednym oświadczeniem. Jeszcze kilka dni temu nic nie wskazywało na to, aby mogli wypracować wspólne stanowisko w jakiejkolwiek sprawie.

"Dywanik" w MSP pomógł?

- Bardzo pozytywnie na rozwój sytuacji wpłynęła moja rozmowa z ministrem skarbu Wojciechem Jasińskim - ocenia prezes Jan Kurp w rozmowie z "Parkietem". Jakie argumenty przedstawił prezes szefowi resortu, do końca nie wiadomo. MSP woli nie komentować całej sprawy.

Pewne jest to, że efektem spotkania w ministerstwie stało się spotkanie Filipa Grzegorczyka z Janem Kurpem. - Przede wszystkim ze względu na konieczność zachowania spokoju społecznego oraz sprawnego funkcjonowania organów korporacyjnych, a także mając na względzie wizerunek PKE - ustaliliśmy, że w ciągu 30 dni organy statutowe spółki wyjaśnią wszelkie kwestie sporne, które pojawiły się w ostatnim czasie i które mają wpływ na prawidłowe funkcjonowanie spółki - ogłosili wczoraj skłóceni dotychczas przedstawiciele PKE.

Cały spór w Południowym Koncernie Energetycznym dotyczy tego, że część członków rady nadzorczej spółki ma poważne zastrzeżenia wobec działalności prezesa Kurpa. I najchętniej czym prędzej by się go z PKE pozbyła. Ten z kolei ocenił działalność rady jako szkodliwą dla spółki. Szef RN Filip Grzegorczyk jest jednocześnie wiceprezesem Energetyki Południe, czyli holdingu, do którego włączono PKE. Do sprawy ostro włączyli się związkowcy, którzy zaczęli protestować przeciwko ewentualnemu odwołaniu prezesa Kurpa i zastąpieniu go przez Grzegorczyka. W ubiegłą niedzielę ich pikieta przyczyniła się do tego, że nie odbyło się posiedzenie rady nadzorczej, którego przedmiotem miały być zmiany w radzie nadzorczej.

Reklama
Reklama

A co jest za miesiąc? Wybory

Skoro sprawę udało się załagodzić, to można wnioskować, że między przedstawicielami związkowców, zarządem a przewodniczącym RN zawarto rodzaj nieoficjalnego paktu. O jego treści nikt nie chce mówić, ale można przypuszczać, że sprawa jest związana z faktem, iż prezes Jan Kurp kandyduje do Senatu. Jeśli zostanie senatorem (a można się spodziewać, że otrzyma w swoim okręgu duże poparcie), to będzie musiał pożegnać się z piastowaną wiele lat funkcją prezesa PKE. Kto mógłby go zastąpić? Nie wiadomo. Faktem jest, że związkowcy na wieść o tym, że mógłby to być Grzegorczyk, zagrozili strajkiem.

Nie wejść związkom na odcisk

Czy zatem PiS ma miesiąc na znalezienie nowego prezesa PKE? Taki scenariusz na pewno trzeba brać w obecnej sytuacji pod uwagę. MSP na pewno będzie szukało osoby, która zyska poparcie strony związkowej.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama