33 procent - tyle wyniosła zwyżka indeksu Hangseng w ciągu ostatniego miesiąca. Ta szokująca liczba jest miarą siły tamtejszego rynku kapitałowego, który od dna z 17 sierpnia wykazał ogromny potencjał wzrostu. Zachowanie flagowego chińskiego indeksu można porównać do spekulacyjnych zrywów na akcjach o najmniejszej kapitalizacji na GPW. Główną przyczyną
takiego zaskakującego wyskoku było dopuszczenie na rynek w Hongkongu inwestorów z Chin kontynentalnych. Ponieważ spółki
w Szanghaju czy Shenzhen wyceniane były zdecydowanie wyżej, natychmiast wywołało to nadzieje na przeniesienie tego stanu rzeczy na Hongkong, gdzie ceny akcji były dotąd bardziej racjonalne, czyli po prostu niższe.
Trudno doszukać się na wykresie indeksu Hangseng jakiejkolwiek formacji zapowiadającej zmianę bądź kontynuację trendu, dlatego że ostatnim miesięcznym skokiem w górę jest prawie pionowa linia prosta na miarę 6405 punktów. Pytanie brzmi: czego możemy oczekiwać po tak imponującym popisie indeksu i jakie to będzie miało przełożenie na nasze "podwórko"? Patrząc na wykres Hangseng i jego charakterystyczne znaczące zmiany w przeszłości, można było spodziewać się gwałtownej fali spadkowej. Tym razem bardziej skłaniałbym się ku uspokojeniu pod szczytami, chociaż negatywnym czynnikiem mogą być zapowiedzi ponownego ograniczenia dostępu inwestorów z Chin kontynentalnych.
Chodzący swoimi ścieżkami Hangseng jest czasami nawet ujemnie skorelowany z indeksami europejskimi, przez co jego wpływ na zachowanie chociażby WIG20 jest raczej znikomy. W ostatnich dniach utworzona luka (być może luka wyczerpania) jest pierwszym wsparciem chińskiego indeksu.