Branża budowlana ma za sobą najdotkliwszą przecenę akcji od początku ponadczteroletniej hossy. Obliczany przez nas indeks Budownictwo (grupujący 14 spółek inżynieryjno-konstrukcyjnych o 12-miesięcznych przychodach powyżej 150 mln zł) od lipcowego szczytu do sierpniowego dołka zanurkował o 28 proc. Zdecydowanie słabsza była nawet korekta w maju ub.r., kiedy indeks stracił "jedynie" 17 proc.
Przeciętny spadek kursów spółek budowlanych o ponad jedną czwartą wzbudził naturalne skojarzenia z bessą. Przed snuciem czarnych scenariuszy przestrzega jednak fakt, że wyjątkowo silna wyprzedaż walorów była prostą konsekwencją tego, że wcześniej kursy rosły w równie rekordowym tempie. Na początku czerwca roczna dynamika indeksu branżowego przekroczyła 220 proc., jego zaś odchylenie od rocznej średniej kroczącej było bliskie 90 proc. W takich warunkach o gwałtowne załamanie było nietrudno.
Korekta była potrzebna
Każda korekta - a zwłaszcza tak silna i długotrwała (trwająca prawie 4 miesiące - licząc od kwietniowego dołka, kiedy zatrzymał się trend wzrostowy, do sierpniowego dołka) - pozwala zneutralizować efekt przegrzania rynku. Faktycznie, roczna dynamika indeksu zmalała w połowie sierpnia do 60 proc. (co można uznać za wartość przeciętną na tle poprzednich 3 lat), wspomniane zaś odchylenie od rocznej średniej spadło do zera.
Dzięki temu w połowie sierpnia zaczęła wyczerpywać się podaż, która gwałtownie sprowadzała notowania w dół. Można podejrzewać, że odbicie nastąpiło akurat w momencie, kiedy akcji pozbyli się już gracze, którzy nierozważnie kupowali je u szczytów hossy.