Koncertowi spełnionych życzeń w wykonaniu parlamentarzystów w okresie przedwyborczym już nikt się nie dziwi. To spektakl odbywający się w miarę regularnie w rytm kalendarza wyborczego. Do tej sytuacji przywykli również analitycy finansowi. Zachowanie cen instrumentów skarbowych i kursu złotego świadczy o traktowaniu z pobłażaniem harców polityków w sferze rozdawania określonym grupom naszych wspólnych pieniędzy. Możemy traktować obecnie całą sprawę z przymrużeniem oka ze względu na dobrą sytuację gospodarczą. Rozumiemy też, że są to trudne do uniknięcia koszty demokracji w naszym kraju. Ale uczciwość zawodowa nakazuje ekonomistom za każdym razem zdecydowanie protestować przeciw rozdawaniu w nieprzemyślany sposób naszych ciężko zarobionych pieniędzy, oddanych w formie haraczu (o, przepraszam! - podatku) fiskusowi. Tym bardziej że akty prawne normujące te działania administracji są zazwyczaj tworzone naprędce, niemal wręcz "na kolanie" i ciężko nazwać je dobrze przygotowanymi.
Ja jednak popieram ulgę podatkową na dzieci uchwaloną przez parlamentarzystów. Wynika to z chłodnej analizy bilansu potencjalnych zysków i strat, w tym również (a może nawet przede wszystkim) długofalowych. Nieplanowana wyrwa w budżetach, i to nie tylko centralnym, ale również samorządowych, w wysokości kilku miliardów złotych z pewnością mówi o dużych kosztach takiego rozwiązania. Oprócz tego nieco komplikuje to cały system podatkowy, który akurat powinien być upraszczany. Ale poza tym niemal same plusy!
Po pierwsze, w przeciwieństwie do "becikowego" (zwanego w niektórych regionach i środowiskach "bełcikowym") mówimy o odliczeniu od podatku dochodowego, czyli nie ma tu elementu demotywującego do pracy i osiągania dochodów podatkowych, a wręcz przeciwnie. Można w takiej sytuacji spodziewać się, że wystąpi grupa osób wielodzietnych, którym opłaci się ujawnić dochody osiągane w szarej strefie, ponieważ i tak nie będą de facto płaciły podatku dochodowego. Ulga może wyraźnie zniwelować podatek, a korzyścią będzie wstąpienie na "drogę cnoty". Być może, z tych samych względów, ulga przekona część rolników do idei objęcia ich działalności podatkiem dochodowym. Ułatwiłoby to w przyszłości rozciągnięcie powszechnego podatku dochodowego na wszystkich osiągających dochód.
Po drugie, z ulgi najwięcej korzystałyby rodziny wielodzietne o relatywnie wysokich dochodach. Czyli system podatkowy wsparłby słuszną koncepcję ograniczenia swojej pazerności w stosunku do grupy, która daje realne szanse na wychowanie i wykształcenie dużej rzeszy młodych ludzi zdolnych sprostać wyzwaniom współczesnego świata. Obecna struktura demograficzna, z przewagą rodzin wielodzietnych w grupie najuboższych, konserwowana poprzez rozwiązania typu "becikowe", skutkuje pomnażaniem biedy i rozrostem grupy młodych ludzi, którzy mają niewielkie szanse na zdobycie wykształcenia na przyzwoitym poziomie i odpowiednich kwalifikacji zawodowych.
Trudno zapomnieć również o samej idei tej ulgi. Zdecydowanie wolę wydawanie budżetowych pieniędzy na inwestycje w przyszłość, czyli dzieci, zamiast w reanimację podupadających, schyłkowych branż o dużej sile oddziaływania na polityków.