Zaskakujące dane dotyczące zapasów ropy naftowej w USA pomogły wczoraj w utrzymaniu notowań surowca na rynku w Nowym Jorku poniżej progu 80 dolarów za baryłkę. Jednak ruch w górę i kolejne rekordy są możliwe w każdej chwili, choćby w przypadku, gdy sztorm Karen w rejonie Zatoki Meksykańskiej zacznie zagrażać tamtejszym instalacjom. Raport Departamentu Energii USA zaskoczył analityków, ponieważ okazało się, że amerykańskie zapasy ropy naftowej w zeszłym tygodniu wzrosły o 1,84 mln baryłek, zamiast spaść o ponad 2 mln baryłek. To tym większa niespodzianka, że zapasy kurczyły się przez cztery poprzednie tygodnie. Ponadto wzrosły zapasy destylatów i benzyny. Mimo to nowojorskie notowania podskoczyły lekko (o 0,4 proc.) w porównaniu z poniedziałkiem, do 79,8 USD za baryłkę surowca WTI. Mogły mieć na to wpływ m.in. doniesienia o sztormie tropikalnym Karen. Przybrał on wczoraj na sile i kierował się w stronę Karaibów. W zeszłym tygodniu zagrożenie sztormami spowodowało ograniczenie produkcji o 814 tys. baryłek ropy na dobę w rejonie Zatoki Meksykańskiej, co stanowiło 63 proc. tamtejszych mocy. W efekcie w czwartek notowania sięgnęły nieobserwowanego dotąd poziomu 83,9 USD za baryłkę. Do wtorku 96 proc. mocy rafinerii na południu USA było uruchomione z powrotem. Analitycy ankietowani przez Reutera spodziewają się, że w przyszłym roku ropa podrożeje. Szacują średnioroczną cenę na 67 USD, w porównaniu z 66,2 USD w tym roku. W Londynie za surowiec gatunku Brent płacono wczoraj po 76,8 USD, o 80 centów mniej niż we wtorek i 1,6 USD mniej niż w poprzednią środę.