Reklama

Ciut do rekordu

Publikacja: 12.10.2007 09:43

Mamy za sobą kolejną sesję, na której pojawiły się rekordy na rynku terminowym i po raz kolejny były to rekordy, które nie znalazły potwierdzenia w podobnych rekordach wartości instrumentu bazowego. WIG20 wprawdzie po raz kolejny zbliżył się do poziomu szczytu hossy (intraday),

ale na zamknięciu zabrakło

ok. 10 pkt, by ten szczyt poprawić. W efekcie cały czas czekamy na wydarzenie, które wydaje się mieć duże szanse na pojawienie się. Już tak długo rynek przebywa w okolicy lipcowych szczytów, że dziwnym by było, gdyby popyt nie skusił się na atak.

Zupełnie inną kwestią jest to, czy ten atak zakończyłby się sukcesem. Przypomnę, że samo

wyznaczenie nowych szczytów hossy nie jest tym, czego faktycznie po popycie należy się spodziewać. Nie jest sztuką jednorazowo rzucić na rynek parę milionów złotych, by padł rekord, bo sama statystyka nas nie interesuje. Dla nas ważny jest taki rekord, który wskazywałby na poważną przewagę popytu, a tym samym, byłby podstawą do oczekiwania kontynuacji ruchu wzrostowego. W przypadku wyznaczenia rekordu i późniejszego szybkiego spadku cen, należałoby ocenić rynek negatywnie i oczekiwać większej przeceny. Obie wersje mają wspólny warunek - do testu lipcowego szczytu musi dojść.

Reklama
Reklama

Na razie rekordy padają jedynie na rynku terminowym i są one marnej jakości. Zwykle tuż po zaliczeniu nowego rekordu ceny się cofają, co wskazuje na to, że popyt jeszcze nie jest wystarczająco zdeterminowany. To wskazuje też na to, że podaż cały czas wierzy w słuszność swoich poczynań. Potwierdzeniem tego przekonania jest także wzrost LOP. Oczywiście większa liczba pozycji to w dużej mierze wynik arbitrażu. Niemniej znamienne jest to, że LOP nie spadała, a dynamicznie rosła, gdy ceny kontraktów zaliczały nowe rekordy na poziomie 3960 pkt.

Wczorajsze dane makro płynące z USA okazały się zgodne z oczekiwaniami. Najważniejsza tego dnia publikacja, dynamika cen importu, nie zaskoczyła graczy. Ceny importu wzrosły o 1 proc., a nie licząc produktów naftowych spadły o 0,2 proc. To dobre dane, gdyż wskazują, że potencjalne źródło inflacji na razie nie zagraża gospodarce. Na razie, bo trzeba pamiętać, że właśnie źródła zewnętrzne mogą być niebezpieczne dla stabilności cen w USA. Wysoka cena ropy już jest takim źródłem, ale jako pojedynczy czynnik, choć o potężnym potencjale, jeszcze nie uczynił poważnych szkód.

PARKIET

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama