Na wczorajszym szczycie w Teheranie, gdzie byli przywódcy Azerbejdżanu, Iranu, Kazachstanu, Rosji i Turkmenistanu, nie zapadły decyzje dotyczące statusu Morza Kaspijskiego. Państwa leżące nad jego brzegiem próbują wyznaczyć wpływy w basenie akwenu, co ma pozwolić usunąć przeszkody w wydobywaniu gazu i ropy. Dotychczas strefy wpływów na szelfie podzieliły Rosja z Kazachstanem i Azerbejdżanem. Granice z pozostałymi krajami wciąż są nieuregulowane.
Brak określonego statusu Morza Kaspijskiego utrudnia też budowę rurociągów, które stworzyłyby niezależne od Rosji trasy transportu surowców energetycznych z Azji Środkowej. Jednak prezydent Władimir Putin sprzeciwił się popieranym przez USA projektom układania rur po dnie Morza Kaspijskiego bez zgody leżących nad nim wszystkich pięciu państw. Wśród inwestycji, o których wspominał rosyjski przywódca, jest magistrala Baku-Tbilisi-Ceyhan, która ma dać połączenie ze złożami ropy w Kazachstanie.
Basen Morza Kaspijskiego to jeden z najbardziej roponośnych terenów na świecie. Państwa leżące nad jego brzegiem mają też duże zasoby gazu. Turkmenistan, który znajduje się w pierwszej dziesiątce producentów błękitnego paliwa, liberalizuje rynek, aby zwiększyć wydobycie surowca. Rząd w Aszchabadzie pozwolił zagranicznym podmiotom na samodzielne zakładanie firm oraz nabywanie majątku. Wcześniej było to możliwe tylko we współpracy z lokalnymi przedsiębiorstwami państwowymi.
W momencie gdy Turkmenistan zaprasza inwestorów, azerskie koncerny paliwowe same ruszają na podbój zagranicznych rynków. SOCAR, tamtejszy potentat naftowy, zapowiedział zakup udziałów rafinerii w Rumunii oraz otwarcie sieci stacji benzynowych.
PAP