Warszawska giełda, w odróżnieniu od większości europejskich parkietów, zakończyła notowania wyraźnymi wzrostami. Popyt tym razem rozłożył się dość symetrycznie, co sprawiało wrażenie kupowania całego rynku. Można by było odnieść wrażenie, że inwestorzy "grają pod niedzielne wybory", gdyby nie to, że giełda już dawno wyzwoliła się spod wpływu czynników politycznych. Dlatego poniedziałkowa sesja będzie raczej wypadkową sygnałów płynących z zagranicznych giełd, w tym zwłaszcza z Wall Street, niż wynikiem głosowania Polaków. Ponadto wyborczemu charakterowi piątkowej sesji przeczy brak jednoznaczności nie tylko co do zwycięzcy wyborów, ale przede wszystkim co do tego, jaki powstanie nowy rząd.
Piątkowy wzrost poprawia sytuację techniczną na wykresie WIG20, która sama w sobie nie była zła. Pomimo wcześniejszych spadków, na wykresach indeksu dużych
spółek w różnych kompresjach czasowych, wciąż brak jest sygnałów mogących sugerować zdecydowane pogłębienie zniżki (są jedynie wstępne sygnały sprzedaży). Dlatego spadki te należy traktować tylko i wyłącznie w kategoriach ruchu korekcyjnego. Takie techniczne zagrożenie przeceną pojawiłoby się wraz z zejściem poniżej dołka z 28 września br. (3633,64 pkt). Dopiero wówczas należałoby poważnie się zastanowić nad możliwością średnioterminowej, liczonej w miesiącach, stabilizacji w przedziale 3330-3910 pkt.
Jednak nie wcześniej. Dopóki WIG20 pozostaje ponad wsparciem na 3633,64 pkt, dopóty
wzrosty i nowe historyczne rekordy są bardziej realne niż mocny ruch w dół.