W przeciwieństwie do środowych notowań, tym razem najsłabsze były akcje blue chips. WIG20 zniżkował o 1,4 proc.

Końcowe wyniki sesji nie oddają jednak w pełni panującej wczoraj atmosfery. W początkowej fazie sesji, pod wpływem ostrej przeceny na amerykańskiej giełdzie ze środy, zauważalne były objawy paniki. Indeks WIG tracił przeszło 2 tys. pkt, czyli 3,3 proc.

Przyczyną tak gwałtownych reakcji inwestorów jest przede wszystkim powrót obaw o konsekwencje załamania na amerykańskim rynku kredytów hipotecznych. Do tej pory sądzono, że większość strat została wykazana w III kwartale. Jednak teraz kolejne instytucje informują o dalszych odpisach wynikających ze spadku wartości instrumentów finansowych powiązanych z kredytami hipotecznymi. Pojawiły się szacunki, że całkowita wartość odpisów może sięgnąć 250-500 mld USD. Tak szacują specjaliści Royal Bank of Scotland. Analitycy Lehman Brothers spodziewają się, że sięgną one 250 mld USD w najbliższych pięciu latach.

Sytuację komplikują zniżkujący dolar oraz rosnące ceny paliw. Wczoraj o ryzyku wzrostu inflacji z powodu tych czynników przypomniał w Kongresie Ben Bernanke, szef Fedu. Przestrzegał też przed "znaczącym spowolnieniem" gospodarki USA w obecnym kwartale. W podobnym tonie wypowiadał się Jean-Claude Trichet, szef EBC. Obawia się, że inflacja może wzrosnąć mimo oznak osłabienia tempa wzrostu gospodarczego. Inwestorzy którzy tracili wiarę w możliwość wspierania gospodarki obniżkami stóp pod koniec wczorajszej sesji zmienili zdanie. Indeks S&P 500 m.in. z tego powodu prawie odrobił wcześniejsze straty.