Pośrednicy w sprzedaży nieruchomości mieszkalnych za Atlantykiem mają prawo lamentować. Tak źle nie było już dawno. Liczba sprzedawanych tam domów na rynku wtórnym spadała przez osiem kolejnych miesięcy i we wrześniu osiągnęła poziom najniższy od co najmniej 8 lat. W tym roku po raz pierwszy od wielu lat domy wyraźnie tanieją. A może być jeszcze gorzej, bo po wakacyjnych zawirowaniach na rynku kredytowym Amerykanom, szczególnie kupującym dom po raz pierwszy, dużo trudniej uzyskać finansowanie. Dodatkowo wielu, którzy już mają domy na kredyt, może nie poradzić sobie z obsługą rat i będzie zmuszona opuścić swoje cztery kąty. Na rynku pojawi się jeszcze więcej posesji, na które nie będzie popytu.
W tej sytuacji liczy siź każdy promyk nadziei
Inwestorzy zagraniczni są jednym z takich promyków. - W całym kraju widzimy napływ kupujących z zagranicy. Popyt z ich strony jest pięć do dziesięciu razy większy niż w zeszłym roku o tej samej porze - opowiada Dan Green, specjalista od nieruchomości i kredytów hipotecznych i założyciel internetowego blogu na ten temat TheMortgageReports. com.
Jak tłumaczy specjalista, kłopoty amerykańskiego sektora nieruchomości wzięły się stąd, że w pewnym momencie podaż wyprzedziła popyt. Dzięki temu, że zagranica jest teraz tak skora do zakupów, można liczyć, że obie szalki rynkowego równania znów zbliżą się do siebie. - Jest to szczególnie ważne w przypadku obszarów najbardziej dotkniętych kryzysem - jak Las Vegas, Floryda, czy choćby Chicago - dodaje Green.
Skąd taka nagła chęć do zakupów? Do Stanów Zjednoczonych nikogo nie przyciągną przecież hamburgery i coca-cola, dostępne dziś w każdym zakątku globu.