Reklama

Ameryka zaprasza do siebie nie tylko na hamburgery

Inwestorzy z zagranicy - to oni mogą uratować amerykański rynek nieruchomości przed zupełnym krachem

Publikacja: 30.11.2007 09:08

Pośrednicy w sprzedaży nieruchomości mieszkalnych za Atlantykiem mają prawo lamentować. Tak źle nie było już dawno. Liczba sprzedawanych tam domów na rynku wtórnym spadała przez osiem kolejnych miesięcy i we wrześniu osiągnęła poziom najniższy od co najmniej 8 lat. W tym roku po raz pierwszy od wielu lat domy wyraźnie tanieją. A może być jeszcze gorzej, bo po wakacyjnych zawirowaniach na rynku kredytowym Amerykanom, szczególnie kupującym dom po raz pierwszy, dużo trudniej uzyskać finansowanie. Dodatkowo wielu, którzy już mają domy na kredyt, może nie poradzić sobie z obsługą rat i będzie zmuszona opuścić swoje cztery kąty. Na rynku pojawi się jeszcze więcej posesji, na które nie będzie popytu.

W tej sytuacji liczy siź każdy promyk nadziei

Inwestorzy zagraniczni są jednym z takich promyków. - W całym kraju widzimy napływ kupujących z zagranicy. Popyt z ich strony jest pięć do dziesięciu razy większy niż w zeszłym roku o tej samej porze - opowiada Dan Green, specjalista od nieruchomości i kredytów hipotecznych i założyciel internetowego blogu na ten temat TheMortgageReports. com.

Jak tłumaczy specjalista, kłopoty amerykańskiego sektora nieruchomości wzięły się stąd, że w pewnym momencie podaż wyprzedziła popyt. Dzięki temu, że zagranica jest teraz tak skora do zakupów, można liczyć, że obie szalki rynkowego równania znów zbliżą się do siebie. - Jest to szczególnie ważne w przypadku obszarów najbardziej dotkniętych kryzysem - jak Las Vegas, Floryda, czy choćby Chicago - dodaje Green.

Skąd taka nagła chęć do zakupów? Do Stanów Zjednoczonych nikogo nie przyciągną przecież hamburgery i coca-cola, dostępne dziś w każdym zakątku globu.

Reklama
Reklama

Sprawa staje się oczywista, gdy spojrzeć na wykresy notowań walutowych. Początek października przebiegł pod znakiem nowych rekordów słabości amerykańskiego dolara. "Zielony" był najsłabszy w historii do euro (kurs atakował, choć bezskutecznie, niewyobrażalny do tej pory poziom 1,5 USD), najsłabszy od trzech dekad do brytyjskiego funta, najsłabszy w historii do swojego odpowiednika z Kanady i prawie od ćwierćwiecza do odpowiednika z Australii.

Amerykanie przyznają, wielu ze smutkiem,

że dolar jest na wyprzedaży

Od początku roku waluta Jankesów staniała wobec euro o 11 proc. i o 5 proc. wobec funta, a to oznacza, że dokładnie o tyle samo tańsze stały się amerykańskie towary dla Brytyjczyka czy Francuza. Zwyżki za ostatnie kilka lat są liczone w dziesiątkach procent. Nic dziwnego, że Europa - jeszcze na razie głównie zachodnia - ciągnie za ocean na wyprzedaże. Niektórzy na tym nie poprzestają. Dzięki supersłabemu dolarowi Ameryka stała się bardzo atrakcyjnym miejscem do zakupu "miejscówki" na wakacje, a dla części emerytów nawet na resztę życia.

Jednak czy tylko bogaci mieszkańcy krajów wysoko rozwiniętych mogą kreować popyt? Chyba nie. Jeśli wierzyć raportom, domy za oceanem są na kieszeń nie tylko mieszkańca Francji czy Wielkiej Brytanii, lecz także na kieszeń warszawiaka.

Wynika tak z zestawienia przygotowanego przez firmę Coldwell Banker i opublikowanego we wrześniu. Oszacowała ona, że dom dla typowej amerykańskiej rodziny z klasy średniej, o powierzchni 2200 stóp kwadratowych, czyli nieco ponad 200 mkw., z czterema sypialniami i dwiema łazienkami, kosztuje w tym roku na tamtejszym rynku od niespełna 140 tys. USD (w niektórych rejonach Teksasu czy Południowej Dakoty) aż do 2,2 mln USD (w Beverly Hills), natomiast przeciętnie trzeba się liczyć z wydatkiem 422,3 tys. USD. Tymczasem mniej więcej tyle samo, według Coldwell Banker, trzeba wyłożyć na podobnego rodzaju dom w Warszawie - około 417 tys. USD. Nasza stolica została przywołana jako zagraniczne miasto, które ma najbardziej zbliżone ceny do amerykańskiej średniej.Natomiast zupełnie nie ma co wspominać o mieszkańcach Dublina, Mediolanu czy Paryża. Skoro w tych metropoliach podobne lokum kosztuje, zgodnie z raportem, od 1,68 mln USD w górę, to zakup drugiej analogicznej nieruchomości w tańszych lokalizacjach amerykańskich może uchodzić w tamtejszych kręgach za niewinną igraszkę.

Reklama
Reklama

Dlatego zapewne znów padną rekordy

Według danych ujętych w raporcie na temat zagranicznych inwestycji w amerykańskich nieruchomościach, opublikowanych równo rok temu przez tamtejsze Narodowe Stowarzyszenie Pośredników w Obrocie Nieruchomościami (NAR), już w 2005 r. wartość tych inwestycji była najwyższa w historii - wynosiła 1,87 biliona dolarów i zwiększyła się o 8,5 proc. w ciągu roku. Na nowe dane trzeba poczekać, ale prawdopodobnie będą dużo lepsze.

- Europejskie inwestycje prawdopodobnie wzrosną - uważa Mark Vitner, cytowany przez agencję AP główny ekonomista z banku Wachovia. - Teraz nadszedł czas, żeby wykorzystać okazję - dodaje. Mieszkaniec strefy euro potrzebuje dziś już tylko nieco ponad 34 tys. euro, żeby dokonać wstępnej wpłaty (down payment) w wysokości 50 tys. USD przy zaciąganiu kredytu. Jeszcze na początku roku potrzebował 37,9 tys. euro.

Powoli w wybranych krajach zaczynają powstawać firmy, które specjalizują się w obsłudze sprzedaży domów w USA. Przykładem jest choćby Castleroc Estates z Dublina, która obsługuje Irlandczyków i wyspecjalizowała się w transakcjach na rynku w Chicago. - To nęcące inwestycje - powiedział o ofercie swojej firmy Phillip Hegarty, dyrektor ds. sprzedaży w Castleroc Estates, która sprzedaje nie tylko domy, lecz też powierzchnie handlowe i biurowe. Jego zdaniem, popyt ze strony zagranicy jest ostatnio tak duży, że w Chicago czy Nowym Jorku zaczyna powoli brakować nieruchomości w atrakcyjnych lokalizacjach.

Zdaniem Dana Greena z TheMortgageReports. com, napływ cudzoziemców poszukujących domów może sprawić, że rynek nieruchomości w USA wreszcie odbije się od dna.

fot. Bloomberg

Reklama
Reklama

Domy dla każdego

W USA nie ma żadnych restrykcji dotyczących zakupów domów przez cudzoziemców, potrzebny jest jedynie paszport. Chociaż oczywiście trudniej niż Amerykanom jest takim osobom uzyskać finansowanie z kredytu. Jeśli liczą na pożyczkę bez konieczności posiadania numeru Social Security (odpowiednik naszego

PESEL-u), zielonej karty, historii zatrudnienia czy historii kredytowej, zazwyczaj powinni się przygotować na zapłacenie przynajmniej 30 proc. ceny nabywanej nieruchomości, czyli co najmniej 50 tys. USD w najtańszych lokalizacjach. Jednak nie jest to regułą. Rynek finansowy w USA uchodzi za najbardziej rozwinięty na świecie, nic więc dziwnego, że niektóre firmy oferują możliwość załatwienia cudzoziemcom kredytów na warunkach wcale nie gorszych niż mają obywatele USA. W grę wchodzą też takie "wynalazki", jak kredyty na 80 lat czy z odroczoną na jakiś czas spłatą kapitału.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama