Czy sądzi Pani, że ma szanse na otrzymanie akceptacji KNF na sprawowanie funkcji prezesa PZU?
Nie mam obaw przed stawieniem się przed Komisją Nadzoru Finansowego. Jeżeli taka będzie wola nowych władz Ministerstwa Skarbu Państwa, to na pewno spotkam się z członkami KNF. Uważam, że i moje doświadczenie, znajomość spółki oraz podejście do rozwiązywania problemów gwarantują, że mogłabym tą firmą dobrze zarządzać. Z drugiej strony, wszyscy wiemy, w jakich okolicznościach się znalazłam w PZU. Zdawałam sobie sprawę z konsekwencji, jakie może przynieść obejmowanie stanowiska na niecałe trzy miesiące przed wyborami. Jednak trzeba pamiętać, że wtedy, ze względu na pewne wydarzenia, PZU było pozbawione kompletnie organu, jakim był zarząd. Przedłużanie się tej sytuacji byłoby bardzo niekorzystne dla firmy, dlatego też zgodziłam się na objęcie tej funkcji. Czy to źle, że chciałam chronić PZU? Nie mogłam inaczej postąpić, tym bardziej że z firmą jestem związana od wielu lat. Dla mnie najważniejszy jest interes PZU, bez względu na to, czy będę nim zarządzać ja, czy przyjdzie na moje miejsce ktoś inny.
Już dwukrotnie nie stawiła się Pani na posiedzeniu Komisji. Z czego wynikały te nieobecności?
Zarówno pierwsze, jak i drugie przesunięcie terminu spotkania z KNF wynikało tylko i wyłącznie z mojego podejścia do całej sytuacji. W czasie gdy miało odbyć się pierwsze posiedzenie Komisji, na którym miałam się stawić, nie było jeszcze nowego ministra skarbu. A teraz gdy pan Aleksander Grad kieruje już resortem, chciałam, by miał więcej czasu na podjęcie ewentualnych decyzji kadrowych związanych ze mną i zarządem PZU w ogóle.
Sprawuje Pani swoją funkcję krótko, co w tym czasie udało się Pani osiągnąć?