Nie jest sztuką mieć motto, sztuką jest je realizować. Amerykański prezydent Bill Clinton w latach 1993-2001 wzorowo stosował się do zasady "gospodarka, głupcze!". Za jego prezydentury obserwowaliśmy najdłuższą fazę rozkwitu gospodarki USA w półtorawiekowej perspektywie, czyli odkąd istnieją historyczne szeregi czasowe. Indeks giełdy nowojorskiej DJIA utrzymywał się w trendzie wzrostowym i zwyżkował z mniej niż 4000 do prawie 12 000 pkt. Deficyt budżetowy w podręcznikowy sposób topniał, aby przekształcić się w stale powiększającą się nadwyżkę. Stopa bezrobocia systematycznie się zmniejszała, a gospodarka tworzyła coraz więcej miejsc pracy. Głównie dotyczyło to zajęć niskopłatnych.
Prawie natychmiast po dojściu do władzy prezydenta George?a W. Busha, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wszystkie przytoczone wskaźniki zmieniły swoje zachowanie. Indeks Dow Jones wszedł w fazę trendu bocznego. Deficyt budżetowy osiągnął większe rozmiary od zastanego przez Clintona, stopa bezrobocia zaczęła rosnąć, a liczba miejsc pracy początkowo zaczęła się zmniejszać, potem rosła, ale przyrost jest znacznie mniejszy niż za Clintona. Co stało się z walutą amerykańską, wszyscy widzą.
Przytoczony, bardzo uproszczony, obraz najnowszej historii gospodarczej USA daje do myślenia. Przede wszystkim pokazuje, jakie piętno na wzroście gospodarczym może odcisnąć osobowość przywódcy i jego determinacja. Clinton był skuteczny, między innymi dzięki realizacji swojego motta. Bush okazał się całkowicie nieporadny. Oczywiście, gospodarka amerykańska po okresie dobrej koniunktury w naturalny sposób przeżywa gorszy okres, jednak deficyt budżetowy czy polityka rynku pracy kształtują się pod wpływem parametrów polityki gospodarczej. Krytycznej oceny nie zmienia fakt wojny w Iraku. W normalnych warunkach wojny nakręcały koniunkturę, a dopiero ich zakończenie było najczęstszą przyczyną recesji.
Osiem lat rządzenia pozwala na konsekwentną realizację koncepcji gospodarczych, nawet jeżeli bywają one niepopularne społecznie. W naszym kraju do rzadkości należy piastowanie urzędu przez premiera przez pełną kadencję parlamentu. W najnowszej historii Polski niewiele jest sytuacji, w których można by personifikować realizację polityki gospodarczej. Wyjątkiem były początkowe lata transformacji. Tzw. plan Balcerowicza był spójną strategią zmian systemowych. Nazwiska innych osób były wiązane z drobnymi wydarzeniami lub przypisywaniem autorstwa pomysłom: dziura Bauca, podatek Belki, kotwica Mecha czy pakiet Kluski. Plan Hausnera, który zawierał wiele słusznych propozycji, został zmieciony z powierzchni, bo zawierał niepopularne posunięcia.
Polska polityka gospodarcza dryfuje, głównie z powodu braku strategii gospodarczej. Nie ujawniła się dotychczas silna osobowość, która byłaby w stanie narzucić strategiczną koncepcję rozwoju i przekuć ją na politykę gospodarczą. Klasa polityczna miała inne priorytety niż Bill Clinton, a gospodarką zajmowano się bardziej z konieczności niż z przekonania.