Po amerykańskim Komitecie Otwartego Rynku (FOMC), który pierwszy raz obciął stopy procentowe w połowie września, a potem kolejny raz pod koniec października, oraz Banku Kanady, który zdecydował się poluzować politykę monetarną w ostatni wtorek, wczoraj ich śladem poszedł Bank Anglii. Inwestorzy są trochę skonsternowani, gdyż równie wiele argumentów można wskazać za, jak i przeciw obniżkom stóp procentowych.
Banki patrzą w przyszłość
Dylematy banków centralnych i inwestorów można sprowadzić do tego, czy sugerować się bieżącą sytuacją, czy podejmować decyzje na podstawie przewidywań przyszłości. Władze monetarne obniżki kosztów pieniądza uzasadniają trudną sytuacją na rynkach finansowych, szczególnie pieniężnych, oraz zagrożeniem ze strony wciąż pogłębiającego się kryzysu na rynku nieruchomości w USA dla kondycji największych gospodarek świata.
Taki scenariusz ma zapewnić, że będąca obecnie problemem inflacja za kilka miesięcy przestanie nim być. Sytuacja inwestorów jest inna. Mają oni wiele powodów do zamartwiania się trwającym obecnie spowolnieniem, ale jednocześnie liczą na to, że łagodniejsza polityka banków centralnych przyniesie pozytywne efekty i gospodarki staną szybko na nogi.
Z punktu widzenia polskich inwestorów sytuację komplikuje to, że nasza polityka monetarna jest w antyfazie do tego, co robią najważniejsze banki centralne na świecie.