Ostatnie sesje wskazują na rosnące napięcie inwestorów przed wtorkową decyzją Komitetu Otwartego Rynku w sprawie stóp procentowych w USA. Szczególnie w poprzednim tygodniu wzrosły oczekiwania na obniżkę kosztów pieniądza i coraz częściej zaczęto dyskutować o cięciu ich o 0,5 pkt proc. Dane z rynku pracy schłodziły te oczekiwania. Chodzi zarówno o liczbę utworzonych miejsc pracy, jak i dynamikę wzrostu płac.
Ta ostatnia wyniosła w listopadzie 3,8 proc. wobec średniej z ostatnich 12 miesięcy na poziomie 3,9 proc. i średniej z ostatnich 3 lat sięgającej 3,5 proc. To są kolejne dane mogące wprawiać inwestorów w konsternację. Z jednej strony widzimy stopniowe słabnięcie dynamiki wzrostu płac, co potwierdza fakt, że jest poniżej 12-miesięcznej średniej. Jednocześnie w dłuższym terminie skala tego zjawiska nie jest jeszcze na tyle duża (jesteśmy ponad 3-letnią średnią), by zanadto się tym martwić. Niemniej jednak piątkowe dane przemawiają przeciwko agresywnej obniżce stóp procentowych. Takie przekonanie podzielali inwestorzy z rynku obligacji, gdzie w przypadku 10-latek rentowność podskoczyła w pierwszej połowie sesji aż o 0,11 pkt proc. i znalazła się na najwyższym poziomie od 16 listopada. Zachowanie rentowności długoterminowych obligacji ma obecnie szczególne znaczenie. Dzieje się tak dlatego, że kolejny kwartał zapowiada się pod względem zysków amerykańskich spółek słabo. Jeszcze tydzień temu analitycy szacowali, że podniosą się w IV kwartale o 1,1 proc. Ostatnie szacunki mówią już o spadku
rzędu 0,8 proc. W sytuacji, gdy atrakcyjność akcji wyznacza nie progresja wyników, a jedynie fakt, że dochodowość obligacji nie jest zachęcająca, podnoszenie się rentowności może bezpośrednio przekładać się na pogorszenie koniunktury giełdowej.
Nasz rynek przez dwa ostatnie dni potwierdził, że czynniki wewnętrzne mogą rzutować na zainteresowanie poszczególnymi spółkami (zauważalne jest lepsze postrzeganie TP), ale nie są w stanie zdeterminować koniunktury.
Ta zależy od tego, co dzieje się na rynkach zagranicznych.