Wystarczył niespełna miesiąc od zaprzysiężenia gabinetu Donalda Tuska, a opinie, że Polsce szybko uda się wprowadzić wspólną walutę, są już w mniejszości. Przed wyborami wielu ekonomistów sądziło, że wygrana PO spowoduje, że rząd skupi się na ograniczaniu deficytu i poda czytelną ścieżkę wejścia do eurostrefy.
Zmiana poglądów
Nadzieje analityków rozbudzała kandydatura Jacka Rostowskiego na szefa resortu finansów. Ten profesor Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego w Budapeszcie dał się zapamiętać kilka lat temu jako zwolennik jednostronnej euroizacji naszej gospodarki. Szybko jednak okazało się, że zmienił poglądy. - Perspektywa zastąpienia złotego przez wspólną walutę europejską przekracza horyzont jednej kadencji parlamentu - stwierdził podczas prezentacji projektu budżetu na 2008 r. w Sejmie. Ta wypowiedź do tej pory zastanawia analityków.
Nie ma harmonogramu
Ekonomiści liczyli, że nowy rząd przyjmie chociaż harmonogram walutowej akcesji. Byłby to "konkret", uwiarygadniający wyborcze obietnice o wejściu do eurostrefy "tak szybko, jak się da". Aprecjacja złotego, jaka pojawiła się wkrótce po ogłoszeniu wyniku wyborów, była dowodem, że inwestorzy oczekują przyśpieszenia procesu integracji.