Inwestorów znów ogarnęła fala obaw o przyszłość i to one determinują w największym stopniu rozwój wydarzeń. Doszli oni do przekonania, że możliwości pomocy słabnącej gospodarce światowej są ograniczone, a do tego te już podejmowane nie przynoszą spodziewanych efektów. Widać to choćby po sytuacji na rynku pieniężnym i wszechobecnych wątpliwościach, czy będzie mu w stanie pomóc pierwsza z aukcji (oferowanych było na niej 20 mld USD) w ramach interwencji przygotowanej przez najważniejsze banki centralne na świecie. Chodzi przede wszystkim o działania dotyczące polityki pieniężnej. Przy słabych nastrojach praktycznie każda niepokojąca informacja, pesymistyczny komentarz negatywnie oddziałuje na koniunkturę. Znamienne były ostatnie słowa Alana Greenspana, mówiące o tym, że dawno już nie mieliśmy do czynienia z tak dużymi wyzwaniami i niepewnością w zakresie prowadzenia polityki pieniężnej. Dlatego słuszne wydaje się stwierdzenie, że to właśnie sygnały płynące ze strony banków centralnych stają się obecnie dodatkowym elementem ryzyka. Może bardziej oddziałuje ono na rynek obligacji niż akcji, ale jednocześnie zachowanie rynku papierów skarbowych ma teraz duże przełożenie na kondycję giełd. Dzieje się tak ze względu na to, że zyski spółek nie są w stanie kompensować inwestorom wyższej rentowności, czyniącej obligacje atrakcyjniejszą propozycją od inwestycji giełdowych. Wczoraj dochodowość długoterminowych papierów skarbowych nieco spadła, ale nie zmienia to sytuacji, że istnieje poważne zagrożenie dalszym jej wzrostem w przyszłości. Ważnym testem dla obligacji 10-letnich w USA będzie poziom 4,3 proc. Jego przełamanie uzasadniałoby oczekiwanie na dalszy ruch w górę i byłoby złym sygnałem dla rynku akcji. Jego sytuacja i tak nie wygląda dobrze. Utworzona wcześniej negatywna dywergencja na tygodniowym MACD zapowiada odwrócenie trendu na spadkowy, a to każe liczyć się nie tylko z ponowną zniżką do sierpniowego minimum, ale także z jego przełamaniem.
PARKIET