Reklama

Na giełdach wciąż są powody do niepokoju

Publikacja: 19.12.2007 06:31

Znaczne wahania cen akcji na giełdach wywołała decyzja o wpompowaniu do systemu finansowego dodatkowych setek miliardów dolarów. Z punktu widzenia koniunktury w dłuższym terminie nie jest to jednak raczej wydarzenie mogące stać się punktem zwrotnym. Przyczyną pogorszenia nastrojów na giełdach, trwającego od lata tego roku, nie jest tylko zła sytuacja na rynku pieniężnym. Nie oznacza to jednak, że działania banków centralnych nie będą miały pozytywnego wydźwięku. By tak się stało, konieczne jest jednak to, żeby przyniosły trwałe efekty.

Ostatnie interwencje władz monetarnych na świecie w celu ustabilizowania sytuacji na rynkach pieniężnych można odczytywać jako zmianę strategii działania. Do tej pory stawiano na obniżki stóp procentowych, ale te z jednej strony nie przyniosły spodziewanych efektów, a z drugiej stały się zbyt ryzykowne ze względu na rosnącą inflację na świecie.

Z tego powodu na cięcie kosztu pieniądza nie mógł sobie pozwolić Europejski Bank Centralny, przez co i sytuacja na rynku pieniądza w eurolandzie była w ostatnim czasie najgorsza. Działania banków centralnych mają doprowadzić do odbudowania zaufania, szczególnie wśród banków. Ich niechęć do pożyczania sobie nawzajem pieniędzy była powodem, dla którego stawki na rynku międzybankowym znacznie odbiegały w górę od stóp procentowych. To zaś podnosiło koszty finansowania i w rezultacie kredytów. Większa podaż pieniądza na rynku ma temu przeciwdziałać.

Przesunięcie akcentu w polityce pieniężnej z obniżek stóp procentowych na bardziej doraźne działania może mieć niekorzystne implikacje dla rynku obligacji. Natomiast wzrost ich rentowności to zły sygnał dla giełd, zwłaszcza w obecnej sytuacji, kiedy nie można spodziewać się poprawy zysków spółek. Zresztą już teraz to widzimy w Ameryce. Ostatnia fala zniżek na giełdzie zbiegła się ze wzrostem rentowności długoterminowych papierów skarbowych.

Kłopoty z płynnością na rynku wiążą się nie tylko ze strukturalnymi problemami banków, ale wynikają z sezonowego wzrostu popytu na pieniądz pod koniec roku. Można więc zakładać, że w dużym stopniu postawienie do dyspozycji banków tak ogromnych środków miało wywrzeć efekt psychologiczny i uspokoić sytuację.

Reklama
Reklama

W tym kontekście pojawia się wątpliwość, czy nie mamy do czynienia jedynie z tymczasowym zażegnaniem kłopotów. Gdy pożyczone od banków centralnych pieniądze trzeba będzie oddać, a przy tym okaże się, że przyczyną problemów na rynku międzybankowym nie jest tylko sezonowy popyt na pieniądz, ale strukturalne czynniki, związane z rosnącym ryzykiem rozprzestrzenienia się kryzysu na rynkach nieruchomości, staniemy znów przed tymi samymi dylematami, co niedawno.

Ich rozwiązaniem mogłoby być zapewnienie stałego dopływu pieniądza na rynki finansowe, ale to w obecnej sytuacji zagrożenia inflacyjnego jest mało prawdopodobne.

Banki centralne, podejmując tak poważne kroki, jak w ostatnim czasie, wystawiły kolejny raz na próbę swoją wiarygodność. Jeśli okaże się, że kolejny raz nie były w stanie osiągnąć zamierzonych efektów, inwestorzy mogą ostatecznie stracić wiarę w możliwość odwrócenia niekorzystnych zjawisk.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama