Na pierwszy poniedziałek stycznia związkowcy zapowiedzieli początek strajku generalnego we wszystkich kopalniach spółki. Chcą, by w rozwiązanie konfliktu włączył się rząd, przynajmniej - jak mówili - jako "pozytywny mediator". Związki chcą m. in., aby w przyszłym roku płace w Kompanii Węglowej wzrosły średnio o co najmniej 14 proc. Zarząd proponuje 11 proc. Żądają też większych podwyżek jeszcze w tym roku i jednorazowych świadczeń.
- Jako że istnieje realne zagrożenie bezpieczeństwa energetycznego kraju, bo elektrownie mają bardzo niskie zapasy węgla, od tego momentu tym konfliktem powinien zainteresować się rząd - powiedział po trwających z przerwami cały dzień rozmowach szef górniczej Solidarności Dominik Kolorz. Prezes Kompanii Węglowej Grzegorz Pawłaszek uważa, że spór toczy się między związkami a zarządem firmy, a nie rządem. Proponował dalsze rozmowy przy udziale mediatora. Związkowcy odrzucili tę propozycję i mówili, że nie wyobrażają sobie dalszych rozmów z zarządem kierowanym przez Pawłaszka. Sierpień 80 chce jego odwołania.
- Pole do kompromisu jest cały czas. Jest jeszcze kilkanaście dni na to, żeby się porozumieć. Ale myślę, że z tymi panami sekwencja rozmów się już wyczerpała - powiedział Kolorz.
Choć podczas środowych rozmów, podjętych w dwa dni po 24- godzinnym strajku w kopalniach, obie strony składały nowe propozycje, najważniejsze rozbieżności pozostały. Związkowcy wyliczyli, że spełnienie ich żądań będzie kosztować ponad 600 mln zł, i uważają, że firmę na to stać.
Zarząd odpowiada, że przyjęcie propozycji związków oznacza ponad 300 mln zł strat firmy w przyszłym roku.