Zużycie energii elektrycznej w Polsce zwiększa się w tempie szybszym, niż zakładała większość prognoz. Tymczasem rezerwy bloków wytwórczych nie rosną. W przyszłym roku nie zostanie oddany do użytku ani jeden nowy kocioł produkujący elektryczność. Sporo osób z branży, z którymi rozmawialiśmy, jest zdania, że obecnie "prześlizgujemy się" na granicy równoważenia popytu i podaży.
Mamy kasę, nie oszczędzamy
Informacje z krajowego systemu elektroenergetycznego pokazują, że popyt na energię elektryczną w Polsce bije historyczne rekordy. W ostatnich dniach szczytowe zużycie przekroczyło 24,6 tysiąca megawatów. Rok temu wynosiło ono niecałe 23,7 tys. MW.
Z danych od początku grudnia, czyli miesiąca, w którym zużywamy najwięcej energii elektrycznej, wynika, że średnie zapotrzebowanie wzrosło - w porównaniu z analogicznym okresem 2006 roku - o prawie 7 procent. Oznacza to, że nasz kraj złamał pewną "złotą zasadę". Dotychczas zakładano, że 1 procent wzrostu produktu krajowego brutto przekłada się na 0,7 proc. wzrostu zapotrzebowania na energię elektryczną. I rzeczywiście: zebrane dane z całych 12 miesięcy pokazują, że w skali roku popyt wzrósł o około 3 procent.
Jednak eksperci w branży alarmują, że w czasie szczytowego zużycia, czyli w okolicach godzin 16-18, popyt rośnie dwukrotnie szybciej. Gdybyśmy mieli do czynienia z dużymi mrozami, wzrost mógłby osiąg-nąć nawet kilkanaście procent.