Reklama

Oby nie było dużych mrozów, bo może zabraknąć prądu

Polacy coraz mniej oszczędzają na energii elektrycznej. W godzinach szczytowego zapotrzebowania zużywają jej prawie o 7 proc. więcej niż przed rokiem. - Gdyby w styczniu-lutym przyszły ostre mrozy, mielibyśmy problem z zaopatrzeniem - mówią eksperci

Publikacja: 27.12.2007 06:15

Zużycie energii elektrycznej w Polsce zwiększa się w tempie szybszym, niż zakładała większość prognoz. Tymczasem rezerwy bloków wytwórczych nie rosną. W przyszłym roku nie zostanie oddany do użytku ani jeden nowy kocioł produkujący elektryczność. Sporo osób z branży, z którymi rozmawialiśmy, jest zdania, że obecnie "prześlizgujemy się" na granicy równoważenia popytu i podaży.

Mamy kasę, nie oszczędzamy

Informacje z krajowego systemu elektroenergetycznego pokazują, że popyt na energię elektryczną w Polsce bije historyczne rekordy. W ostatnich dniach szczytowe zużycie przekroczyło 24,6 tysiąca megawatów. Rok temu wynosiło ono niecałe 23,7 tys. MW.

Z danych od początku grudnia, czyli miesiąca, w którym zużywamy najwięcej energii elektrycznej, wynika, że średnie zapotrzebowanie wzrosło - w porównaniu z analogicznym okresem 2006 roku - o prawie 7 procent. Oznacza to, że nasz kraj złamał pewną "złotą zasadę". Dotychczas zakładano, że 1 procent wzrostu produktu krajowego brutto przekłada się na 0,7 proc. wzrostu zapotrzebowania na energię elektryczną. I rzeczywiście: zebrane dane z całych 12 miesięcy pokazują, że w skali roku popyt wzrósł o około 3 procent.

Jednak eksperci w branży alarmują, że w czasie szczytowego zużycia, czyli w okolicach godzin 16-18, popyt rośnie dwukrotnie szybciej. Gdybyśmy mieli do czynienia z dużymi mrozami, wzrost mógłby osiąg-nąć nawet kilkanaście procent.

Reklama
Reklama

Oby było ciepło, inaczej klops

Można powiedzieć, że Polska ma szczęście, ponieważ tegoroczna zima nie przyniosła nam na razie kilkunastostopniowych mrozów. Długoterminowe prognozy mówią o ciepłym styczniu i lutym oraz o marcu z wcześniejszą wiosną. Czy inaczej groziłby nam kryzys energetyczny?

Wygląda na to, że tak. Z prognoz PSE-Operator (spółka ta koordynuje działanie krajowego systemu elektroenergetycznego) wynika, że mamy rezerwy mocy na poziomie kilkunastu procent całego wytwarzania. Problem w tym, że rzeczywistość może nie być tak optymistyczna, jak przedstawiają ją raporty Operatora. W branży mówi się, że część bloków produkujących energię, zgłoszonych jako rezerwy, gdyby naprawdę przyszedł kryzys, nie mogłaby zostać uruchomiona. Dlaczego? Ze względów technicznych. Nie chodzi tylko o to, że opłaca się zgłosić elektrownię jako tzw. gorącą rezerwę (czyli gotową do uruchomienia w każdej chwili) i dostać na jej utrzymanie spore pieniądze. Czasem bywa też tak, że mamy do czynienia ze zdarzeniami losowymi, które uniemożliwiają uruchomienie poszczególnych bloków.

Mieliśmy tak w lecie 2006 r.

W rekordowo gorących miesiącach letnich ubiegłego roku mieliśmy już do czynienia z awaryjną sytuacją. Polacy włączali klimatyzatory i popyt na energię rósł, a tymczasem elektrownie miały problemy ze schładzaniem swoich bloków wytwórczych. Części rezerw nie udało się uruchomić na czas. Pojawił się problem zbyt niskich prowizji za tzw. generację w wymuszeniu (oznacza ona, że Operator może nakazać włączenie niektórych bloków, kiedy system jest przeciążony). Elektrownie opierały się uruchamianiu bloków w obawie o straty finansowe, które będą musiały przy tym ponieść. Pojawiły się też problemy z przesyłaniem energii na północ kraju.

Niewiele ponad rok temu wyłączenie prądu w trzech dzielnicach Warszawy spowodowało paraliż komunikacyjny w stolicy. Przez chwilę nie kursowało metro, stanęły tramwaje. W centrum miasta mieliśmy jeden duży bałagan. Powodem była awaria sieci dystrybucyjnych należącej do RWE Stoen.

Reklama
Reklama

Przemysł się rozpędził

Gdyby teraz nastąpił problem z dostawami prądu, mielibyśmy kłopoty w skali całego kraju. - To, że zużycie energii elektrycznej w godzinach szczytowych rośnie w tak szybkim tempie, nie jest wyłącznie spowodowane wzrostem dochodów gospodarstw domowych - uważa prof. Krzysztof Żmijewski, były prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych i przewodniczący Społecznej Rady Konsultacyjnej Energetyki. Jego zdaniem, to również problem całej polskiej gospodarki i przemysłu, który droższą energię pobiera w godzinach szczytowych, zamiast czynić w tym momencie oszczędności - dodaje. Dwie prywatne spółki dystrybucyjne rozpoczęły w grudniu kampanie, w których mówią klientom, jak oszczędzać energię. To działania nakierowane przede wszystkim na gospodarstwa domowe. Jednak do tych odbiorców trafia tylko jedna czwarta energii elektrycznej zużywanej w kraju. Głównym problemem jest polski przemysł, którego produkcja sprzedana rośnie w tempie ponad 8 procent w skali roku.

Zdaniem analityków do spraw branży elektroenergetycznej, aby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu, powinniśmy co roku oddawać do użytku około 1000 MW nowych mocy wytwórczych.

Drugim sposobem jest szukanie oszczędności. Inaczej grozi nam prawdziwy "zawał energetyczny".

Rynek energii w liczbach

162 TWh

Reklama
Reklama

- tyle wynosi roczna krajowa produkcja elektryczności

(brutto)

3 proc.

- w takim tempie rośnie w skali roku średnie zużycie energii elektrycznej w całym kraju

6,7 proc.

Reklama
Reklama

- o tyle wzrósł w grudniu 2007 r. popyt na prąd w chwilach

szczytowych (ok. godziny 17)

w porównaniu z grudniem ub.r.

1000 MW

- bloki o takiej mocy

Reklama
Reklama

wytwarzające prąd powinniśmy oddawać co roku do użytku

nowych bloków zostanie prawdopodobnie uruchomionych

w Polsce w 2008 roku

Największa w Ameryce Północnej awaria kosztowała 6 mld dolarów

14 sierpnia 2003 roku po południu prądu zabrakło w północno-wschodnich i środkowo-zachodnich stanach USA oraz w kanadyjskiej prowincji Ontario. To była największa awaria energetyczna w historii Ameryki Północnej. Objęła terytorium o powierzchni 24 tys. kilometrów kwadratowych. Prądu nie miało prawie 10 mln mieszkańców prowincji Ontario, czyli jedna trzecia ludności Kanady, i 40 mln mieszkańców w ośmiu stanach USA. Straty finansowe spowodowane tą awarią oszacowano na 6 mld USD. Według oficjalnych raportów rządów USA i Kanady, w czasie awarii nie działało 508 jednostek prądotwórczych w 265 elektrowniach, w tym w 22 siłowniach nuklearnych.

Reklama
Reklama

To sierpniowe popołudnie było upalne. Temperatura przekraczała 31 stopni Celsjusza. Prawie wszyscy mieli więc włączone klimatyzatory lub przynajmniej wiatraki. Przeciążenie sieci było jedyną przyczyną tej awarii. Okazało się, że od 40 lat nie była ona modernizowana, a zużycie prądu wzrosło w tym czasie niepomiernie.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama