Eksperci Business Centre Club utrzymują, że zatrudnienie specjalistów w Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, która prowadzi inwestycje i zarządza jednocześnie już istniejącą siecią dróg krajowych, jest konieczne. Wskazują też, że podział GDDKiA na dwa organizmy pomógłby usprawnić proces budowy szlaków komunikacyjnych. - Uważamy ten pomysł za zły i dowodzący braku wiedzy o inwestycjach drogowych - odpowiada dyrektor GDDKiA Zbigniew Kotlarek.
Co na to rząd PO-PSL? Wiceminister infrastruktury Tadeusz Jarmuziewicz nie chciał się wypowiadać. Posłowie z sejmowej Komisji Infrastruktury zwracają uwagę na inne kwestie. - Trzeba uruchomić partnerstwo publiczno-prywatne i przyśpieszyć wykup ziemi pod inwestycje, a nie siać zamęt organizacyjny - twierdzi poseł Janusz Piechociński (PSL).
Nie ma specjalistów
Inżynier na etacie w GDDKiA zarabia ok. 3 tys. zł netto. W firmach prywatnych ok. 10-15 tys. Kotlarek ostrzegał niedawno, że trzeba utrzymać specjalistów i pozyskać nowych, bo nie będzie zaplanowanych dróg. Eksperci przypominają, że nie chodzi o liczbę osób pracujących w tej instytucji, ale o ich jakość. - Tam jest mało osób, które miały okazję odpowiadać za wybudowanie choćby kilometra autostrady. Ich niekompetencja i nieodwoływalność paraliżuje tę instytucję - mówi Maciej Grelowski, ekspert BCC. Dodaje, że GDDKiA powinna dostać środki na zatrudnienie nowych specjalistów za odpowiednie wynagrodzenie.
- Na niższe stanowiska kierownicze w tej instytucji powinny być organizowane konkursy. Wtedy powstałaby kadra z doświadczeniem rynkowym - twierdzi Grelowski. Tymczasem tylko generalny dyrektor jest wybierany w taki sposób. Jego zastępcy są powoływani przez ministra, a dyrektorzy oddziałów przez generalnego dyrektora. - Są to ludzie z doświadczeniem, wywodzący się z branży - zapewnia Andrzej Maciejewski, rzecznik GDDKiA.