Od pierwszego stycznia Europejska Unia Walutowa (EMU) liczyć będzie już nie trzynastu, a piętnastu członków. Przygotowania do przyjęcia euro przez dwa wyspiarskie państwa są dopięte na ostatni guzik, ale i tak operacji towarzyszy jak zwykle pewien niepokój.
Cypr i Malta powiększą populację strefy euro o jedyne 1,2 mln osób, czyli 0,37 proc. Łączny PKB krajów EMU wzrośnie jeszcze mniej wyraźnie - o 0,24 proc. Jednak w momencie, gdy większe spośród nowych państw członkowskich Unii albo nie kwapią się do zmiany waluty (Czechy, Rumunia, Polska), albo nie spełniają tzw. kryteriów z Maastricht (Węgry, Bułgaria, kraje bałtyckie), Bruksela i Frankfurt - tu siedzibę ma Europejski Bank Centralny - cieszą się z przynajmniej takiego rozszerzenia.
Głównym powodem do obaw obywateli obu krajów jest przewidywany wzrost inflacji. Rząd w La Valettcie podpisał z importerami dwanaście porozumień o stabilizacji cen, obejmujących 6,7 tys. produktów i usług. Malta, jako mała i skalista wyspa, jest całkowicie uzależniona od handlu zagranicznego. Władze Cypru (a właściwie południowej części wyspy, gdyż reszta kontrolowana jest przez separatystyczną Turecką Republikę Północnego Cypru) ograniczyły się do nakłaniania właścicieli sklepów do zaokrąglania cen w dół oraz rozesłania po domach około 300 tys. arkuszy przeliczeniowych.
Szefowie banków centralnych Malty (Michael Bonello) i Cypru (Athanasios Orphanides) wejdą w skład Rady Gubernatorów, głównego organu EBC. Tam każdy z członków dysponuje jednym głosem, a jest tajemnicą poliszynela, że wśród europejskich bankierów ostatnio coraz trudniej o zgodę.
Przypomnijmy, że przed rokiem euro przyjęła Słowenia, a w 2009 r. zamierza uczynić to Słowacja.