Amerykańskie indeksy utrzymywały się w piątek ponad kreską, chociaż gracze mieli sporo powodów, żeby zepchnąć je znów w dół. W ciągu jednej nocy nie minął przecież cały niepokój związany z zabójstwem byłej pakistańskiej premier Benazir Bhutto. Zwłaszcza że giełdy azjatyckie zaliczyły z tego powodu bardzo słabą sesję. Pojawiły się też kolejne fatalne dane z rynku nieruchomości. Okazało się, że sprzedaż nowych domów spadła w USA
w listopadzie aż o 9 proc., do 647 tys. w skali roku. Rynek spodziewał się odczytu na poziomie 717 tys. Wychładzanie się rynku
nieruchomości w tak szybkim tempie stwarza wprawdzie nadzieję na rychłe odbicie, ale w bliższej przyszłości oznacza raczej większe ryzyko przyspieszenia spadków cen nieruchomości i pogłębienia problemów z kredytami hipotecznymi. Spadek wartości domów mógłby też wpłynąć na ograniczenie wydatków konsumpcyjnych przez Amerykanów. Akcje na Wall Street jednak w piątek minimalnie drożały,
prawdopodobnie ze względu na to, że czwartkową przecenę, gdy Dow Jones stracił ponad 200 pkt,
uznano za przesadzoną. Najwięcej zyskały firmy paliwowe i surowcowe. To głównie efekt zwyżki cen ropy naftowej do ponad 97 USD