[b]Szereg państw stosuje politykę „quantitative easing”, polegającą na tym, że bank centralny pompuje pieniądz na rynek. Niekiedy dochodzi nawet do bezpośredniego zakupu papierów skarbowych przez bank. Czy taka polityka jest możliwa w polskich warunkach? [/b]
W ograniczonej skali – tak. Przykładem był przedterminowy wykup obligacji przez NBP. Bank centralny nie może kupować rządowych papierów bezpośrednio i w ten sposób finansować deficytu. Ale może to robić na rynku wtórnym. Oczywiście, pojawiają się wówczas wątpliwości prawne, ale wydaje się, że takie rozwiązanie nie jest ewidentnie sprzeczne z konstytucją. Teoretycznie nawet NBP może nie wymagać zastawu od banków, które korzystają z jego instrumentów.
[b]Ostatnie przetargi bonów pieniężnych NBP pokazują, że na rynku finansowym mamy sporą nadwyżkę. Czy zatem w ogóle dodatkowe instrumenty zwiększające płynność sektora bankowego są potrzebne?[/b]
Rzeczywiście, nie mamy w obecnych warunkach bezpośredniego problemu z płynnością. Jednak kilkanaście miliardów nadwyżki może okazać się niewystarczające – zwłaszcza jeżeli pojawią się łatwo dostępne i dobrze wyceniane gwarancje rządowe, które sprawią, że akcja kredytowa znowu ruszy. Zresztą, prędzej czy później możemy być świadkami ożywienia gospodarczego, co sprawi, że chęć udzielania pożyczek wzrośnie.Pamiętajmy jednak, że nowych kredytów nie da się uruchomić bez realnego dostępu do środków finansowych. Dlatego problem ten rzeczywiście istnieje.
[b]Rządy i banki centralne państw zachodnich, m.in. USA i Wielkiej Brytanii, zdecydowały się na zwiększenie podaży pieniądza, mimo ryzyka wyższej inflacji. Czy zatem i NBP nie powinien przejmować się wzrostem cen?[/b]