To był najtrudniejszy kwartał od wielu lat. Musieliśmy odnaleźć się w zupełnie nowej rzeczywistości, bo wszystkie nasze dotychczasowe plany i strategie zawaliły się w ciągu dwóch tygodniu po upadku amerykańskiego Lehman Brothers – uważa Bogusław Kott, prezes Banku Millennium. Nie wszystkim instytucjom udało się wypracować zyski w tych nowych czasach. Bankowcy zgodnie przyznają, że właśnie w pierwszych trzech miesiącach tego roku mocno odczuli wszystkie negatywne skutki kryzysu finansowego.
[srodtytul]Drogie odsetki pogrążyły wyniki[/srodtytul]
W I kwartale tego roku na wyniki banków bardzo negatywnie wpłynęła wojna odsetkowa, która rozpoczęła się w ostatnich miesiącach 2008 r. Po tym jak rynek międzybankowy w praktyce przestał istnieć, instytucje nie miały innego źródła finansowania niż lokaty klientów i musiały walczyć o oszczędności. Wojna odsetkowa szybko przeniosła się również do segmentu korporacyjnego. Dlaczego banki napędzały ten wyścig, same sobie szkodząc? – Łatwo jest powiedzieć: powinniście usiąść razem do stołu i postanowić, że nie będziecie się prześcigać w oprocentowaniu lokat. Niestety, zawsze znajdzie się ktoś, kto się wyłamie – tłumaczy Brunon Bartkiewicz, prezes ING BSK.
W dwóch największych instytucjach: Banku Pekao i PKO BP w I kwartale wyniki odsetkowe obniżyły się w stosunku do tego samego okresu ubiegłego roku o kilkanaście procent. Stało się tak, mimo że wartość portfeli kredytowych i depozytowych, które stanowią podstawę ich obliczania, znacznie wzrosła. We wszystkich giełdowych instytucjach marże odsetkowe spadły – pozyskiwania drogich depozytów nie udało się więc zrekompensować udzielaniem wysoko oprocentowanych kredytów.
W Millennium wynik odsetkowy zmniejszył się o niemal 43 proc. Rezultaty poprawiły te banki, które nie uczestniczyły w wojnie depozytowej. BRE Bank zwiększył wynik odsetkowy o 25,7 proc., ale przypłacił to największym odpływem depozytów w skali całego sektora. W I kwartale klienci wycofali z niego 2,45 mld zł.