Co mnie zastanawia
Od dłuższego czasu warszawska giełda raczej inwestorów nie rozpieszcza. Spore ich grono poniosło w ciągu roku niemałe straty, a niemal wszyscy doświadczyli wielu stresów. Taki los inwestora. Nic jednak nie upoważnia do potępiania w tzw. czambuł samej istoty giełdy oraz przypisywania rynkowi kapitałowemu, nawet tak młodemu jak nasz, samych najgorszych cech. Coraz częściej jednak słyszy się takie opinie, niedawne afery zaś sprowokowały niektóre media do bicia na alarm.Tytuł tego felietonu został zapożyczony z artykułu w "Rzeczpospolitej" sprzed... ponad czterech lat. Artykuł ten był reakcją na całą serię publikacji, przedstawiających warszawską giełdę w bardzo niekorzystnym świetle, jako jaskinię hazardu, miejsce spekulacji i wyzysku, wreszcie instytucję szkodliwą dla zdrowej, realnej gospodarki, wysysającą pieniądze przedsiębiorców, którzy zamiast zajmować się swoją podstawową działalnością, lokowali kapitały w akcjach, których ceny nieprzytomnie rosły.Wielu czytelników pamięta zapewne dobrze tamten okres, rok 1993 i 1994. Spektakularny wzrost i nie mniej widowiskowy krach. A także afery z tamtych lat. Czyż choćby sprawa Banku Śląskiego nie wydawała się wówczas impulsem powodującym istne trzęsienie giełdowej ziemi? Tak było! Wielu sądziło, że polski rynek kapitałowy nie podniesie się po tych ciosach przez wiele lat. Stało się inaczej. To prawda, że leczenie ran przez inwestorów i odbudowywanie zaufania do giełdy było procesem długotrwałym - z dzisiejszej perspektywy wykres WIG z 1995 r. wydaje się płaski jak stół (różnica między wartością WIG na koniec pierwszego i ostatniego tygodnia tamtego roku wynosiła... 53 punkty, z ponad 10-proc. zmianami wartości tego wskaźnika w skali tygodnia zaś mieliśmy do czynienia jedynie siedmiokrotnie).Warszawska giełda istnieje nadal, a nawet nieco się od tego czasu rozwinęła. Sądzę, że mimo ostatnich afer, wielu trudnych chwil, kłopotów i zagrożeń, będzie trwać dalej. Do wszystkiego należy przykładać odpowiednią miarę. Mimo iż sam niedawno pisałem w tym miejscu o "nie bardzo wesołym miasteczku", to jednak nie bardzo mogę zrozumieć "czemu to służy" i "kto za tym stoi", gdy czytam przepełnione dramatyzmem publikacje, przywołujące stylem dawne lata.Ostatnio tak właśnie się stało za sprawą dwóch gazet i to tak różnych, choć zajmujących się podobnym wycinkiem rzeczywistości, jak "Rzeczpospolita" i "Puls Biznesu". Ta sama gazeta, która kilka lat temu starała się przekonać czytelników, że giełda nie jest wampirem, 2 grudnia br. aż w czterech tekstach redakcyjnych opisuje niedawne afery giełdowe z Elektrimem na czele, podkreślając dramaturgię tytułem "Giełda podważa zaufanie do Polski". Sprawa jest bulwersująca i oburzenie słuszne, jednak mam wątpliwości, czy w pełni uzasadnione jest formułowanie aż tak daleko idących wniosków jak ten, że ostatnie wydarzenia na rynku kapitałowym "każą się zastanowić, czy obowiązują na nim jakiekolwiek czytelne zasady" oraz że "pasmo skandali, jakie od kilku miesięcy towarzyszą jej (czyli giełdy) funkcjonowaniu, wskazuje na to, że na giełdzie oszukuje się posiadaczy kapitału". Jakby dla udowodnienia tej ostatniej tezy 4 grudnia br. gazeta drukuje dramatyczny list inwestora, zatytułowany "Pomocy! Straciłem wszystko", a 12 grudnia opatruje redakcyjny komentarz giełdowy tytułem: "Giełda: trup w każdej szafie." Mam wrażenie, że publikacje pisane w takim stylu raczej wzmagają wrażenie czytelników, że giełda jest siedliskiem zła i nie służą odbudowywaniu nadszarpniętego do niej zaufania."Rzeczpospolitej" wtóruje "Puls Biznesu" z 10 grudnia, opatrując rubrykę "Komentarz Pulsu" tytułem: "Giełda wysysa kapitał z gospodarki". Posiłkując się opiniami Krzysztofa Dzierżawskiego, którego zalicza do grona "najbardziej oryginalnie myślących polskich ekonomistów" wśród głównych wynaturzeń naszej giełdy wymienia spadek WIG-u o 50% w ciągu kilku miesięcy. Wniosek ogólny jest jednak znacznie bardziej radykalny i oryginalny: giełdy swoim nie przystającym do ywistości gospodarczej zachowaniem wywołują euforię lub panikę, a to bije wprost w światową gospodarkę. Utwór kończy się dramatycznym pytaniem: "komu zatem potrzebne są giełdy, tym kilku, którzy kosztem tysięcy mnożą swój kapitał?".Mimo wszystko giełda nie jest wampirem.
ROMAN PRZASNYSKI