W pobliżu gospodarki
Nie lubię strajków. W gruncie rzeczy nigdy nie cieszyłem się, gdy wybuchały, nie fascynowałem się nimi, także w latach, gdy innej metody dialogu z władzą nie było. Uznawałem ich konieczność, ale widziałem je jako ostateczność, która powinna być bardzo mądrze dozowana. Nie wpadałem w radość na wieść o kolejnych strajkach ani przed 1989 rokiem, ani tym bardziej po.Strajk jest to broń, której należy używać z olbrzymim umiarem, gdyż łatwo wymyka się spod kontroli. Z reguły też szkodzi - gospodarce, branży, przedsiębiorstwu, a także ludziom, którzy jej używają i tym, którzy ulegają.Strajkiem łatwo się zarazić, uwierzyć, że to najlepsza lub zgoła jedyna skuteczna metoda dochodzenia swojego.Do tej samej kategorii, ale ze wskazaniem na większą jeszcze szkodliwość, zaliczam blokady dróg, okupacje budynków publicznych i głodówki (na przykład na dworcach).Poprzednia koalicja wielkich problemów ze strajkami nie miała, cztery lata minęły bardzo spokojnie. Najwyraźniej za dużo było tego dobrego, teraz mamy coraz poważniej wyglądające strajki górników i zbrojeniówki, napiętą sytuację w PKP i rolników, zawsze gotowych do blokad dróg, okupacji budynków oraz wysypywania cudzego zboża na tory i szosy. Dla rządzącej koalicji, w której większość pierwszych skrzypiec grają (byli lub obecni) związkowcy, to aż za dużo.Wielu polityków i publicystów uważa, że górnicy mają rację, że reforma emerytalna musi uwzlędniać wyjątkowość niektórych zawodów i że wszyscy musimy za to zapłacić.O wiele mniej liczne są głosy, że program pomocowy dla górnictwa jest kosztowny, wydobycie bardzo drogiego węgla spada, zwolnień grupowych nie było, a zarobki są tam wysokie. Pojawiają się też opinie, że winni są także ci, którzy wmawiali górnikom, iż są solą tej ziemi i zawsze będą potrzebni.Teraz górnicze strajki są już nie tylko z powodu nowego systemu emerytalnego, ale także przeciw zamykaniu kopalń. Warto przypomnieć, że praca przymusowa w kopalniach skończyła się kilkadziesiąt lat temu, a wskaźnik bezrobocia na Śląsku jest jednym z najniższych w kraju.Strajk się rozszerza, przystępują do niego kolejne górnicze związki. Eskalacja ma potrwać do Wigilii. W przyszłym tygodniu górnicy mają prosić prezydenta o zawetowanie ustawy emerytalnej. Pewnie przychyli się łaskawie do ich prośby, gdyż nic go to nie kosztuje (nie on odpowiada za budżet), a może pomóc w zdobyciu dodatkowych głosów.Należę do wcale licznego grona ludzi, którzy nie chcą płacić jeszcze więcej za górnicze przywileje. Nie chcę też, aby władza ulegała kolejnym strajkowym szantażom. Pewnie, wcale nie jest łatwo powiedzieć "nie", zwłaszcza wtedy gdy chodzi o liczną i zdeterminowaną grupę pracowników i gdy strajk organizuje związek, z którego się wyszło do władzy. Ale nikt nikogo do rządzenia nie zmuszał, a ono nie polega na tym, że podejmuje się jedynie decyzje łatwe i przyjemne.Ta władza kilka już razy deklarowała, że będzie stanowcza, choćby wtedy, gdy rolnicy wysypywali ziarno na tory. I jak dotąd ani razu swojej stanowczości i umiłowania prawa nie dowiodła czynem, cofając się zawsze przed związkowym szantażem.Jeśli pies jedynie szczerzy zęby i czasem szczeka, po jakimś czasie wszyscy zaczynają go lekceważyć. Tym bardziej wtedy, gdy łasi się do wszystkich i merda ogonem. Jeśli rzeczywiście ma pełnić funkcję dobrego stróża, musi być gotów ugryźć, gdy będzie to konieczne. To nie znaczy, że namawiam do gryzienia na prawo i lewo, ale do skończenia z merdaniem, gdy byle kto gwizdnie - na pewno. Bo dobra władza musi czasem być złym psem.
JAN BAZYL LIPSZYC