Wokół parkietu
W ostatnim czasie ukazało się w prasie mnóstwo artykułów na temat "wysysania" przez fundusze emerytalne wyspecjalizowanej kadry - doradców inwestycyjnych i zarządzających aktywami - z istniejących dotychczas funduszy powierniczych i inwestycyjnych. Patrząc na nazwiska osób przechodzących z funduszu powierniczego XYZ do PTE ABC myślę sobie, że reforma emerytalna była dla części "specjalistów" prawdziwym wybawieniem.Po okresie frustrującej bessy i związanych z tym strat niektórzy zarządzający przeszli nagle do funduszy emerytalnych, w których o stratę będzie wyjątkowo trudno. Przede wszystkim większość aktywów PTE muszą lokować w bezpiecznych papierach dłużnych. Po drugie zaś, ich konstrukcja praktycznie wyklucza konkurencyjność, która motywowałaby do osiągnięcia lepszego wyniku od pozostałych PTE i tym samym ogranicza ewentualne zakusy do inwestowania w "ryzykowne" akcje. Z ubolewaniem muszę jednak stwierdzić, że już nigdy nie dowiem się czy strategia byłych zarządzających w jednym z funduszy powierniczych przyniesie w długim terminie pozytywne skutki. Co gorsza, nie dowiem się, czy choćby w tym roku mogłaby być skuteczna. W sierpniu ub.r. owi zarządzający stwierdzili, że do końca roku zostało jeszcze dużo czasu i będą mogli udowodnić efektywność obranej polityki. Niestety nim rok dobiegł końca przenieśli się do PTE.Przede wszystkim chciałbym jednak zastanowić się, czy większość zarządzających w funduszach inwestycyjnych będzie w stanie kiedykolwiek pokonać rynek - czyli osiągnąć wynik lepszy od indeksu WIG. Spójrzmy na popularny zapis w regulaminach funduszy akcyjnych, iż udział akcji w aktywach funduszu będzie się zawierał w przedziale od 70% do 90%. Oznacza to, że fundusz jest bardzo agresywny. Spójrzmy, co będzie się działo w momencie, gdy WIG w ciągu miesiąca wzrośnie o 20%. Przy zaangażowaniu 90%, aktywa funduszu zwiększą się o 18% (+ ok. 0,8% z inwestycji w bony skarbowe). Przy spadku indeksu WIG o 20% aktywa funduszu spadną o ok. 14% (+ odpowiednia wartość z tytułu inwestycji w bony skarbowe).* Tak wygląda przypadek najlepszy tzn. największe zaangażowanie w akcje w czasie wzrostów, najmniejsze podczas spadków. Jeśli weźmiemy pod uwagę scenariusz najgorszy, to przy wzroście indeksu WIG o 20%, aktywa rosną zaledwie o ok. 14%, zaś przy spadku indeksu o 20%, zmniejszają się o ok. 18%. Najgorsze jest to, iż rzeczywistość pokazuje, że zarządzający najczęściej stosują się do przypadku drugiego. Jest to uzasadnione, gdyż największy zapał do kupowania jest zawsze na szczytach rynkowych.Sytuacja ta pokazuje w uproszczony sposób, że większość zarządzających funduszami akcyjnymi będzie miała zawsze problem z pokonaniem indeksu WIG - tylko dlatego, że fundusze nie dopuszczają zmniejszenia zaangażowania w akcje do np. 20% aktywów. Najczęściej podawana argumentacja prezesów, rzeczników i zarządzających tych firm jest taka, że skoro jest to fundusz akcyjny, to nie może mieć za dużo wolnej gotówki, ani papierów skarbowych. A że przy okazji tracą uczestnicy funduszu... "No cóż na spadkowym rynku zysk jest niemożliwy". Żeby choć część zarządzających chciała "utrzymać dotychczasowy" zarobek, tak jak robi się to w jednym z towarzystw (traktowanym przez innych jak czarna owca). Na to chyba długo trzeba będzie czekać.
GRZEGORZ ZALEWSKI
* Mimo znacznego uproszczenia zakładającego, iż w portfelu funduszu akcje mają niemal identyczną wagę jak w indeksie WIG, to sytuacja ta nie jest daleka od rzeczywistości. Na marginesie, w znacznej części fundusze w czasie wzrostów posiadają te walory, które rosną słabiej, zaś w czasie spadków, te które zniżkują najszybciej.