Bez krawata
Z taką pewną nieśmiałością obserwowałem pierwszą - ostatnią, ale może nie ostatnią debatę sejmową o rolnictwie. Tak naprawdę o rolnictwie poza hasłem wywoławczym było niewiele.Za to dyskusja osiągnęła właściwą temperaturę polityczną i poziom niekompetencji. Zacznijmy od informacji wicepremiera Leszka Balcerowicza o tym, że w tegorocznym budżecie na rolnictwo przeznaczono o 2% (słownie: dwa) więcej środków niż w ubiegłorocznym. Wicepremier nie wyjaśnił tylko, czy jest to wzrost nominalny, czy rzeczywisty. Jeśli nominalny, to - biorąc pod uwagę inflację - przyrost rzeczywisty będzie ujemny. Jeśli jest to rzeczywiste "dwa procent", można mówić o łataniu dziury - ten wzrost nie stworzy możliwości załatwienia żadnych strukturalnych problemów sektora rolniczego. Dość zabawnie wypadła wypowiedź ministra Komołowskiego (od pracy), że rząd znajdzie środki, jeśli nie w budżecie, to poza... Pan minister nie pamięta jedynie o tym, ile czasu zabiera przejście wszelkich procedur na drodze do kasy Unii Europejskiej czy też Banku Światowego - zdarza się, że lata.W wypowiedzi wicepremiera Balcerowicza pojawił się, zresztą nie po raz pierwszy, dość niebezpieczny, a z drugiej strony swojsko i historycznie zarazem brzmiący akcent: o pseudorolnikach pobierających nienależne im rolnicze emerytury. Wcześniej było o wrednych zachodnich koncernach farmaceutycznych, przechwytujących budżetowe pieniądze dopłacane do refundowanych leków.Czasy Inspekcji Robotniczo-Chłopskiej - sławetnej IRCHY - nie tak odległe. Wcześniej ścigano kułaków i spekulantów. A tak na marginesie, jak to jest z tą prywatyzacją farmacji? Słuszna ona czy nie? Celowo używam pojęcia "słuszna" - tak chętnie stosowanego w czasach realsocu do oceny, czy dane zjawisko, albo ludzkie postępowanie obiektywnie służyło sprawie rewolucji. Spekulanci dobrzy są na każdą pogodę, płynie z tego wniosek.Wracając do debaty - wystąpienie ministra rolnictwa było szczególnie zabawne. Dowiedzieliśmy się, że zeszłoroczne interwencje na rynku zbóż były skuteczne (o czym świadczą wysypane tony importowanej pszenicy), takoż na rynku wieprzowiny (pomogły trochę leperkusje, chyba), zwiększono stawki kredytu preferencyjnego (o czym świadczy opłacalność produkcji rolnej). Jest jeden niezaprzeczalny efekt działań ministra: zespół ds. rolnictwa powołano. Czapki z głów!Z zapartym tchem wysłuchałem brawurowej wypowiedzi Mariana I - z ogniem uderzył w nieboszczkę PRL i pogrobowców tamtego systemu. Wódz popisał się spostrzegawczością i stwierdził, że nowe fundamenty (systemu) krzepną... Rodzi się pytanie: co jeszcze krzepnie? I komu? Kiedyś mówiło się, że mózg się lasuje. Gdy słucham o "krzepnięciu", pamięć przywołuje krzepnący sojusz robotniczo-chłopski oraz beton. Ale od tego mózg się lasował. To tyle, jeśli chodzi o tematykę budowlaną.Premier - przywódca nie wyłamał się z konwencji debaty i pozostawił w pobitym polu pozostałych jej uczestników. Premierowi i uczestnikom inaczej zresztą nie wypadało. Otóż, co rząd ma? Rząd ma pokazać perspektywy! Włos się jeży na głowie, jeśli pomyślimy, co jeszcze rząd może pokazać. Wszyscy amatorzy prozy Haška i dobrego wojaka Szwejka pamiętają zapewne sytuację, kiedy pewna dama wezwała go i powiedziała: "Szwejku, pokażcie no..." Dla Czytelnika, który dokładnie o 11.00 w najbliższy poniedziałek zadzwoni i powie, co było dalej, nagroda niespodzianka (cenna!) - funduje autor. Kto odgadnie, co jeszcze pokaże rząd - nie dostanie żadnej nagrody. Ostrzegam! Miłego weekendu przy lekturze Haska. Na Białogród!
KRZYSZTOF MIKA