Zachodnie banki redukują prognozy polskiego PKB

CS First Boston po raz kolejny zredukował prognozę tegorocznego wzrostu polskiego PKB. Jeszcze pod koniec 1998 r. oceniał go na 3%, co było wówczas najbardziej pesymistyczną oceną. 1 marca, uzasadniając to silnym spadkiem tempa wzrostu PKB w grudniu i produkcji przemysłowej w styczniu, zredukował prognozę do 2%. Merrill Lynch mówi na razie o 3%, choć jeden z jego ekonomistów w rozmowie z PARKIETEM nie wykluczył, że najbliższa ocena będzie nieco niższa.Superpesymistą okazał się tym razem J.P. Morgan. W lutym zredukował on swoją prognozę z 3,7% do 1,5%, zapowiadając, że nie można wykluczyć, iż wzrost ten okaże się jeszcze niższy. W stosunku do analogicznego okresu ub.r. przewiduje w I kwartale wzrost PKB o 1,3%, w II - o 1,1%, w III - o 0,9%, a w IV - o 2,9%. Według analityków tego banku, Polska traci blask szybciej, niż się tego spodziewano, nasz wizerunek, jako wschodnioeuropejskiej gwiazdy gospodarczej, szybko zanika, a nierównowaga w obrotach z zagranicą zwiększa się do poziomu, którego nie da się w dłuższym okresie utrzymać.Choć jest to wynikiem działania czynników zewnętrznych, które zapewne okażą się tylko przejściowe, istnieje ryzyko, że "bania deficytu (płatności bieżących - M.K.) utrzyma się na tyle długo, że będzie wymagać wdrożenia pewnych zabiegów przystosowawczych". Tu jednak mogą wystąpić trudności, bowiem o ile najszybciej problem ten można by złagodzić operując kursem złotego, to obniżenie go natrafia na "głęboki szok popytowy" na polskich rynkach eksportowych.J.P. Morgan wskazuje, że w odróżnieniu od gorączki konsumpcyjnej, jaka ogarnęła Polskę w 1997 r., tym razem problemy polskiej gospodarki "można wyraźnie przypisać czynnikom zewnętrznym" - zwłaszcza w obliczu tego, że łączy ona niewielkie rozmiary z dużą otwartością (wpływy z eksportu stanowią 46% PKB). Jeśliby przyjąć założenie, że relacja zadłużenia zewnętrznego (uwzględniając wpływy z tytułu bezpośrednich inwestycji zagranicznych) do PKB nie powinna przekroczyć 33%, to dla pokrycia deficytu w obrotach z zagranicą wzrost polskiego PKB powinien osiągnąć 22%. Jeśliby pułap zadłużenia podnieść do 51%, wzrost PKB musiałby wynieść równie nieosiągalną stopę 14%.Zdaniem analityków J.P. Morgan, tak dużej nierównowagi w obrotach zewnętrznych nie da się usunąć zmieniając jedynie kurs złotego. Idealnym rozwiązaniem ze strony rządu byłoby przyśpieszenie reform strukturalnych - zapewne prywatyzacji - aby na tej drodze osiągnąć wzrost wydajności pracy, potencjału produkcyjnego i eksportowego. Inne drogi to zmniejszenie kosztów produkcji (szczególnie płacowych) albo obniżka importu środkami podatkowymi. Niestety, żadna z tych metod nie działa szybko.Częścią pesymistycznego scenariusza J.P. Morgan jest "zaklęte koło", w którym spadek tempa wzrostu gospodarczego powoduje spadek - stymulowanych dotychczas wysoką stopą wzrostu PKB - bezpośrednich inwestycji zagranicznych, to zaś z kolei obniża przyszłą stopę wzrostu.Analitycy Chase Securities Inc. nie są tak pesymistyczni, jak J.P. Morgan i uważają, że sfinansowanie bieżącego deficytu płatności bieżących nie stanowi jeszcze problemu. Dostrzegli też, że w grudniu po raz pierwszy od początku kryzysu w Rosji polski eksport wzrósł, a import "zwiększa się, choć nie eksploduje". Mimo to pod koniec lutego obniżyli w stosunku do stycznia alokację na Polskę w swoim wzorcowym portfelu instrumentów dłużnych rynków nowych (w przypadku Polski są to obligacje Brady'ego PDI) o 6 pkt. proc. Na 22 kraje objęte takim portfelem była to zmiana największa.Do banków, które obniżyły prognozy tegorocznej stopy wzrostu gospodarczego w Polsce, dołączył w ostatnich dniach również niemiecki Commerzbank. Z 4,2% zredukował on ją do 3,8%. Za główną przyczynę podano spadek tempa wzrostu w Niemczech będących głównym polskim rynkiem eksportowym. Commerzbank spodziewa się, że stopa wzrostu PKB przekroczy 4% w III i w IV kwartale (odpowiednio 4,1% i 4,2%), na I i na II kwartał prognozuje jednak 2,6%3,5%.

MARIUSZ KUKLIŃSKI (Londyn)