Niemieckie banki podsumowują straty
Władimir Winogradow twierdził, że jedyną jego ambicją jest wyłącznie "troska o obywateli Rosji", a strategicznym celem - przekształcenie moskiewskiego Inkombanku w "rosyjski odpowiednik DeutscheBank". Wszystko to działo się w 1995 r. Wtedy ta 39-letnia supergwiazda rosyjskiej sceny finansowej była osobą przecierającą szlaki niemieckim bankowcom w Rosji. Nie da się ukryć, że miał sukcesy: w ciągu 5 lat firma Winogradowa awansowała na drugie miejsce w rankingu zagranicznych filii banków Rosji. Żaden z niemieckich banków nie miał tam tak dobrych notowań jak Deutsche Bank.Obecnie frankfurcki bank ma zupełnie inne zdanie na temat tej współpracy. Na niedawnej konferencji poświęconej rocznemu bilansowi szef Deutsche Bank Rolf-Ernst Breuer przyznał, że najchętniej "przemilczałby sprawę rosyjskiego zaangażowania". A są tego uzasadnione powody. Bank Winogradowa splajtował jesienią ub. roku, a Deutsche Bank został dzięki temu zmuszony do utworzenia rezerw w wysokości 350 mln euro (ok. 700 mln DEM).W sześć miesięcy po załamaniu rosyjskiego rubla także i inne niemieckie banki prywatne zaczynają odczuwać w swoich bilansach bezpośrednie koszty zaangażowania w tym kraju. Jak wynika z opracowania przygotowanego przez ekspertów J. P. Morgan, udzieliły one rosyjskim bankom kredytów w wysokości co najmniej 2,9 mld euro. Tylko w księgach finansowych Westdeutsche oraz Bayerische Landesbank widnieją pożyczki bez szans na spłatę w terminie rzędu 1,2 mld euro. Wspomniany Inkombank zalega z płatnościami na łączną kwotę 1,4 mld euro. - Jest to po prostu sprawa kryminalna - ocenił członek zarządu Commerzbanku Klaus-Peter Müller negocjacje na temat spłaty zadłużenia od innej moskiewskiej instytucji finansowej, Tokobanku.Czy mają szansę na spłatę choćby części z nich? - Po załamaniu rubla rosyjscy bankierzy przetransferowali lwią część aktywów na swoje prywatne konta lub na konta osób zaprzyjaźnionych. Negocjacje z nimi bardziej przypominają grę w kotka i myszkę niż jakikolwiek biznes - przyznał w rozmowie z "Wirtschaftswoche" pragnący zachować anonimowość niemiecki ekspert, który już od kilku miesięcy bezskutecznie próbuje wyegzekwować choć niewielką część należności od jednej z rosyjskich instytucji finansowych.Cudownemu dziecku rosyjskiej bankowości Władimirowi Winogradowowi jest już wszystko jedno. W październiku ub.r. zrezygnował z prezesury (w kilka dni później Centralny bank Rosji pozbawił Inkombank licencji na prowadzenie działalności ze względu na utratę płynności), a teraz dzieli swój czas na liczne pobyty w szpitalu (jest ponoć chory na cukrzycę) oraz wystawne przyjęcia w swojej podmoskiewskiej willi. "Drogę między tymi dwoma miejscami pokonuje luksusową limuzyną, oczywiście niemieckiej produkcji" - zauważa tygodnik "Wirtschaftswoche".
W.K.