Rynek energii
- Utworzenie na początku 2000 r. giełdy energii elektrycznej, jak zapowiada resort skarbu, byłobyprzedwczesne - uważa prezes Urzędu Regulacji Energetyki Leszek Juchniewicz. Najpierw trzeba uporządkować wiele spraw w elektroenergetyce.
Giełda energii elektrycznej umożliwiłaby kształtowanie się rynkowej ceny, co oznaczałoby odejście od taryf zatwierdzanych przez URE. Przedsiębiorstwa energetyczne mają teraz kłopoty z kalkulacją cen bazujących na uzasadnionych kosztach, bo nigdy przedtem tego nie robiły. W dodatku, uzasadnione koszty są wyższe, niż ustalane limity podnoszenia cen. Reforma mechanizmu cenotwórczego wymaga jednak zmian systemowych. Po pierwsze, musi nastąpić jasny podział ról. Polskie Sieci Elektroenergetyczne powinny być jedynie przedsiębiorstwem przesyłowym, a nie operatorem rynku. Po drugie, należałoby rozwiązać problem kontraktów długoterminowych, jakie PSE zawarły z elektrowniami i elekrociepłowniami na dostawy energii elektrycznej.Walka starego z nowymPSE SA są jednocześnie operatorem przesyłowym (linie wysokiego napięcia) i hurtownikiem w handlu energią. Ponadto odpowiadają za kontrakty długoterminowe. PSE deklarują wprawdzie, że odchodzą od obrotu, ale na razie praktyka jest inna. Obecne przepisy pozwalają na dostęp do sieci tzw. stronom trzecim, czyli firmom, które nie mają infrastruktury, a chcą działać w sferze obrotu. URE wydał 139 koncesji z urzędu na obrót energią elektryczną. Otrzymały je przedsiębiorstwa, które w dniu wejścia w życie ustawy Prawo energetyczne prowadziły już taką działalność. Do tego trzeba dodać 31 firm, które w większości nie mają sieci, a koncesje otrzymały na podstawie wniosku. Siedem z nich może prowadzić działalność na terenie całego kraju. Są to: Energotex, Vattenfall Poland, Enron Poland, Eastern Power and Energy Trading Poland, PSE Electra, Elektrim Volt oraz Węglokoks.Firmy są potencjalną konkurencją dla "starego" układu na rynku. Ale - jak dotąd - żadna z nich nie rozpoczęła działalności. Tymczasem energetycy z "Solidarności" są przeciwni włączaniu nowych spółek do obrotu. Takie stanowisko zostało zaprezentowane w oświadczeniu Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ "Solidarność" z 24 bm. Zdaniem prezesa URE, "stary" układ obawia się, że nowe spółki, nie obciążone sieciami, odbiorą mu najlepszych klientów.Euroobligacje na kontrakty?Kontrakty długoterminowe blokują rynek energii w dwójnasób. Przede wszystkim obejmują one obecnie 65% rynku, a w najbliższych czterech latach odsetek ten wzrośnie do 72%. Na giełdzie nie bardzo byłoby czym handlować. Po drugie, za kontraktami stoją ogromne kredyty, jakie producenci energii zaciągnęli na inwestycje modernizacyjne i proekologiczne. Ich spłata nastręcza trudności. Kontrakty miały być sposobem na doinwestowanie elektrowni i elektrociepłowni. Odbiór przez PSE SA zakontraktowanej energii po określonych cenach był pomyślany jako gwarancja spłaty kredytów bankowych. Jednak są problemy z terminową spłatą. Rosnące koszty kontraktów są obciążeniem i zobowiązaniem PSE.Ostatnio pojawił się pomysł, by problem rozwiązać drogą emisji euroobligacji. Zdaniem Leszka Juchniewicza, jest to próba zastąpienia jednego zobowiązania innym, które także będzie drogie (koszty emisji i obsługi). Należy oczekiwać, że doprowadzi to do wzrostu opłat przesyłowych. Zanim zostanie podjęta decyzja, należałoby więc zbadać skutki finansowe kontraktów i ewentualnej emisji euroobligacji. Fakt, że w ub.r. na kontraktach "zaoszczędzono" 1,3 mld zł, wskazuje, że były one tworzone z "zakładkami". Kontrakty należałoby więc przede wszystkim urealnić.Niektórzy uważają, że rozwiązaniem problemu może być szybka i sensowna prywatyzacja sektora. Inwestorzy mogliby przejąć kontrakty, ale wraz z wynikającymi z nich zobowiązaniami. Na razie sprawa jest otwarta. Nad ścieżką prywatyzacji sektora pracują doradcy ministra skarbu.
M.P.