Faksem z Gdańska
Fuzje są na porządku dziennym w Europie. Zdarzają się coraz częściej w Polsce, gdzie na progu lat 90. dzieliliśmy z zapałem socjalistyczne monopole na mniejsze kawałki. Dziś okazuje się, że potrzebna jest konsolidacja przedsiębiorstw w wielu branżach wystawionych na otwartą konkurencję.Rynek radzi sobie z tym problemem znacznie lepiej niż nasza polityka gospodarcza. Problem został zauważony przez decydentów, ale dotychczasowe próby odgórnej konsolidacji nie zachęcają do podejmowania następnych. Takim niewypałem są holdingi cukrownicze, które opóźniły restrukturyzację i prywatyzację sektora, znajdującego się obecnie w katastrofalnym stanie. Stratą czasu okazały się paroletnie rządowe wysiłki, by utworzyć holding stoczniowy. Narodził się on sam, w innym miejscu, niejako na przekór planom rządowym. Długą historię ma scalanie Petrochemii Płock z CPN-em w największy w tej części Europy koncern naftowy. Sprawa grzęźnie w sądach, co stawia pod znakiem zapytania aktualny kalendarza prywatyzacji branży (któryś z rzędu). Udało się odgórnie powołać grupę bankową Pekao SA i następnie poddać jako całość prywatyzacji, ale to wyjątek od reguły. Można rzec, iż dotychczasowe próby świadomej konsolidacji przedsiębiorstw, z inicjatywy rządu, kończyły się z reguły fiaskiem i co gorsza, okazywały się niezawodnym patentem na odwlekanie zmian własnościowych.Dlatego Ministerstwo Skarbu Państwa niechętnie uwzględnia ten problem w strategii prywatyzacji. A przecież problem istnieje. Odżywa aktualnie w energetyce i przemyśle farmaceutycznym. To jasne, że pojedyncze elektrociepłownie i większość z ponad trzydziestu spółek dystrybucyjnych stanowi zbyt słabe organizmy, by obronić się na rynku. Dotychczasowa filozofia dzielenia i rozdrobnienia sektora idzie w poprzek tego, co obecnie dzieje się w świecie. Nałożyliśmy zbyt wielkie ograniczenia na inwestorów i zbyt surowo limitujemy możliwość integracji pionowej podsektorów energetyki. Jest to słuszne wtedy, gdy bronimy elektrowni przez wpadnięciem w czarną odchłań górnictwa węgla, ale ogólnie biorąc, jest to typowe odreagowanie po epoce socjalizmu. Uwzględniać konsolidację w planach prywatyzacji branży czy iść do przodu drogą pojedynczych projektów, pozostawiając resztę roboty inwestorom? Jeśli się pierwszy wariant stawia nieśmiało i niechętnie, zwycięża nieodmiennie filozofia "case-by-case". Podobnie jest w branży farmaceutycznej, gdzie od lat mówi się o konsolidacji i mówi się nadal, chociaż nieliczne Polfy zostały nietknięte i zawęziło się bardzo pole manewru. Strategia "case-by-case" daje szybsze zmiany i jest wygodniejsza dla inwestorów. To oni określają strukturę podmiotową polskiej gospodarki. Pozostawia jednak pewien niedosyt, jako strategia rządu w krytycznej fazie transformacji.
JANUSZ LEWANDOWSKI