Co lepsze aktywa

Przed rokiem prezentowałem w jednymz felietonów interesujące zmiany wprowadzonew Telegazecie. W jednym bloku tematycznym przedstawiano wówczas notowaniagiełdowe,notowaniaz Centralnej Tabeli Oferti wynikitotolotka.Wyniki losowań nadal znajdują się na swoim miejscu. Jedyną zmianą jest to, że totolotek zniknął ze spisu treści bloku "finanse". Do przenikania się tych segmentów musimy się przyzwyczaić, o czym świadczy sytuacja opisana w ubiegłym tygodniu przez mojego redakcyjnego kolegę - Romana Przasnyskiego. Okazało się, że grający w totka inwestował również w akcje (i to z powodzeniem), a i sama pracownica kolektury coś więcej na ten temat wiedziała.Jeżeli, Drogi Czytelniku, nie oburzyło cię użyte w ostatnim zdaniu słowo "również", to znaczy, że i u Ciebie te segmenty rynku się przenikają. Warto zauważyć, że gdybym napisał "również grał na giełdzie" - problemu by nie było. Wszystko przez semantykę. Na giełdzie ciągle się gra, a nie inwestuje. Na ten problem już przed kilkoma laty zwracali uwagę wielcy tego rynku. Nawet sam przewodniczący powiedział kiedyś, że "grać można na skrzypcach".Opisany problem semantyczny może być jednym z głównych czynników, dla których na rynek nie trafia ciągle tyle krajowych oszczędności, ile mogłoby trafić. Rzec można - wierzchołek góry lodowej. Słowo "grać" odniesione do oszczędności Tymowskiego Polaka-Szaraka ma znaczenie pejoratywne. Niestety, takich pejoratywnych skojarzeń przybywa, miast ubywać.Telewizja Polska zorganizowała konkurs audiotele dla widzów. Konkurs poświęcony był opolskim festiwalom. Do wygrania samochód i 10 rocznych prenumerat "Pulsu Biznesu". Na prezentowanej okładce napis: "GPW - spółki drukowały zysk netto". Jak Państwo sądzicie - co odpowiedziałaby znaczna część respondentów zapytana o to, z czym kojarzy im się skrót GPW? Z drukowaniem zysków. Czy owi respondenci zaniosą tam swoje pieniądze?A jeśli jesteśmy już przy okładkach gazet. Giełda trafia tam wówczas, gdy pojawi się jakaś afera. Dwa lata temu była to "WIRR-ówka", czyli poznańska spółdzielnia, później ewidentne wykorzystanie informacji poufnych tuż przed kolejnymi wezwaniami (Wedel, Górażdże i kolejni), pół roku temu - Elektrim i jego umowa z Kulczyk Holding. Tematy zaczynają się i nie mają końca. Ostatnio umorzono sprawę Elektrimu i Zasady. Inne z pewnością spotka (lub już spotkał) podobny los.Trzy miesiące temu odbyła się premiera filmu "Amok". Akcja filmu toczy się w środowisku inwestorów giełdowych w pamiętnych latach 1993 i 1994. Tytuł wyjaśnia wszystko. Filmu jeszcze nie widziałem, gdyż zbyt szybko opuścił ekrany kin. Z pewnością jeszcze w tym roku zobaczymy go w telewizji. Oglądałem za to wywiad z reżyserką filmu i (coraz bardziej znanym) aktorem odgrywającym główną rolę w "jedynce", tuż przed głównym wydaniem Wiadomości. - Czy zainwestowałby Pan swoje oszczędności na giełdzie? - zapytała prezenterka aktora. - Nigdy - odpowiedział.Teraz trwają prace nad kolejnym filmem. Scenariusz napisano na podstawie książki Marka Millera "Pierwszy milion, czyli chłopcy z Mielczarskiego". Akcja książki zaczyna się w 1991 r. - jeden z głównych bohaterów pod zakładami pracy skupuje obligacje II emisji (to już prehistoria). Obligacje zamieniane są na akcje. A jak akcje, to giełda: stołówka w KC, sznurek oddzielający maklerów od inwestorów, spółdzielnie. W książce każdy odnajdzie kawałek siebie - swoje ulubione spółki z tamtych czasów, ślady decyzji inwestycyjnych, lokalne górki i dołki, ówczesną terminologię i sposób myślenia. Książka znakomicie opisuje ówczesne nastroje i zmiany zachodzące w psychice graczy.Niestety, w pamięci ludzi pozostanie film i wyeksponowane wątki sensacyjne. Nakręcono wersję kinową oraz 4-odcinkowy serial telewizyjny. W kinie "Pierwszy milion" powinien pojawić się jeszcze w tym roku, serial w telewizji w roku przyszłym. Przez przypadek oglądałem fragmenty ostatniej części serialu. Zmiany w psychice graczy można oszacować na podstawie liczby niecenzuralnych słów, do tego mamy włamanie, pobicia i morderstwo. Taka giełdowa "Ekstradycja".Jest jeszcze jedna książka opisująca ówczesne wydarzenia na giełdzie. Parę lat temu felietony w PARKIECIE pisał Zbigniew Mentzel. Był to cykl "Okiem leszcza". Teraz część tych felietonów trafiła do książki "Laufer". Z tych tekstów również można odtworzyć atmosferę pamiętnych lat 1994-95. Ale to książka. Tylko kto teraz czyta książki?

ARTUR SIERANT