Przez moje okulary

W większości rodzin planuje się wydatki - i to niezależnie od stopnia ich zamożności. Zawsze są wprawdzie drobne kwoty, na które nie zwraca się uwagi - ale wszelkie będące znacząca pozycją w rodzinnym budżecie podlegają akceptacji domowego skarbnika, a także wspólnym rodzinnym negocjacjom. Dotyczy to zarówno wszelkich ekstra zakupów, jak i jeszcze staranniej planowanych dalekosiężnych inwestycji. Te ostatnie to nie tylko różne finansowe lokaty, kupno budowlanej działki, na której stanie kiedyś wymarzony dom - to także dokładnie przemyślane inwestowanie we własny (a jeszcze bardziej własnych dzieci) rozwój, który będzie procentował w przyszłości. Inwestowanie, które także wymaga nakładów.W co inwestuje nasza wielomilionowa, polska rodzina? Jak traktuje bieżące wydatki, a zwłaszcza dalekosiężne nakłady? Czy każdy z nas nie chciałby wiedzieć, co z tego ma dziś - i co będzie miał w przyszłości? Jak w każdym budżecie, liczą się cele, na które przeznaczane są - w naszym imieniu - wspólne, publiczne pieniądze. Czy na opłacanie zachcianek kolejnych, rozkapryszonych członków domowego ogniska (dostaje ten, kto akurat najgłośniej płacze lub dostaje ataku histerii - bo głowa rodziny chce mieć spokój)? Czy na nietrafione i nikomu niepotrzebne zakupy? Czy wreszcie na takie wspólne, narodowe inwestowanie w przyszłość?Co wiemy dziś o tej przyszłości? Nie chodzi o wróżenie z fusów czy gwiazd, ale o zwykłe planowanie. Cóż planuje sobie - nie bacząc na przepowiednie końca świata - Polska?Wchodzimy do wspólnego, europejskiego domu. Czy chcemy tam być jednym z ubogich, nie wyróżniających się niczym specjalnym krewnych? A jeśli nie, to w co i ile zainwestujemy? Nie wiem, a chciałbym wiedzieć.Jednym z symboli postępu i sukcesu zarazem, symboli twórczego i owocnego spojrzenia w przyszłość, była i jest wciąż słynna amerykańska Dolina Krzemowa, gdzie powstało centrum elektronicznych, komputerowych technologii. W tych dniach w azjatyckiej Malezji otwarto ich własną, z trudem utworzoną wersję Doliny Krzemowej - strefę technologii informatycznej, nazwaną oficjalnie Superkorytarzem Multimedialnym (MSC). To jedno z największych i najambitniejszych przedsięwzięć budowlanych i techniczno-naukowych w Azji ma pochłonąć 5,3 miliarda dolarów, zostać ukończone w roku 2011 i wprowadzić Malezję w wiek informacji. Wybudowany na rozległym terenie dawnych mokradeł i plantacji palmowych, wyposażony w najnowocześniejsze połączenia światłowodowe, korytarz spina obszar 750 km kw. Składa się z futurystycznego miasta Cyberjaya, które ma zapewnić nowoczesne warunki życia, pracy i wypoczynku wysoko wykwalifikowanym pracownikom firm informatycznych i multimedialnych, miasta Putrajaya - nowej stolicy federalnej Malezji oraz międzynarodowego lotniska.Wyposażając MSC w najwyższej jakości infrastrukturę telekomunikacyjną i multimedialną, władze Malezji zapraszają tam firmy krajowe i zagraniczne, zajmujące się technologiami XXI wieku. Zgłosiło się ich już 225 firm - wśród nich światowa czołówka: Microsoft, Oracle i Fujitsu...Malezja jest już dziś największym w świecie eksporterem mikroukładów scalonych. Czytając agencyjne doniesienia o MSC wiem, na co postawił i w co zainwestował ten azjatycki kraj. I wracam do wcześniejszych pytań. Gdzie jest nasza Dolina Krzemowa? Czy kiedykolwiek powstanie - nie po to, by olśnić resztę Europy, ale by wyznaczyć naszą polską specjalizację i polskie priorytety? Mogłaby to być równie dobrze Dolina Zdrowej Żywności, Dolina Turystyki, Dolina Medycyny, Dolina Biotechnologii...Domagajmy się od ekonomistów, uczonych, od polityków - których horyzont myślenia bywa zacieśniony od wyborów do wyborów - wizji naszej bardziej odległej, liczonej na dziesięciolecia polskiej przyszłości. I zgodnie z tą wizją planujmy wydatki.

JERZY KOREJWO