Wygląda na to, że gdy brak świeżych motywów (fuzje, przejęcia, a nawet plotki), to rynek dość łatwo popada w typowo letnią senność - ale zarazem przy sporych obrotach, co powinno chyba budzić czujność (jednak!). Akurat nadszedł czas żegnania się z wynikami w ujęciu miesięcznym (często - i sądzę, że słusznie krytykowanymi, lecz mającymi wiernych wyznawców) - zaryzykuję opinię, że i na koniec nie będą one miały wyraźnego wpływu na notowania, które od teraz będą - i to przez cały kwartał - niejako "w ciemno". Widząc w tym roku wyraźną niechęć spółek do podawania prognoz, można nawet przypuszczać, iż brak obowiązku podawania osiągnięć (powiedzmy...) co miesiąc dla wielu będzie ulgą...A tymczasem - i bez fanfar - minęła właśnie druga rocznica tzw. sprawy spółdzielni (tej po powodzi '97). Będąc na urlopie prawdziwym (w całej okolicy tylko jedna poznana osoba zdradzała zarówno wiedzę o istnieniu giełdy, jak i nawet "objawy zainteresowania" ewentualnym zainwestowaniem w akcje) natknąłem się w prasie na króciutką wzmiankę o dwóch z kolei umorzeniach (Zasada, Elektrim). Ale to przecież pasuje na obchody powyżej wspomnianej rocznicy "jak ulał", czyż nie? Pocieszać się tym, że akurat wymiar sprawiedliwości w wielu dziedzinach życia w Polsce (czyli nie tylko na rynku kapitałowym) w ostatnich latach ma raczej opinię "bezmiaru niemożności", może chyba jedynie dywersant lub po prostu idiota. Pojęcie "znikoma społeczna szkodliwość" jest chyba jednak zawodne, bo w tym konkretnym przypadku udało się - niejako przy okazji - "umorzyć" także i jednego potencjalnego inwestora: wspomniana osoba od pewnego czasu czytywała prasę fachową i po takim finale obu (opisywanych poprzednio na pierwszych stronach!) spraw postanowiła jednak trwale pozostać poza "właśnie takim rynkiem". Ciekaw jestem, czy tylko temu jednemu przedstawicielowi społeczeństwa aż tak "ta znikomość" zaszkodziła?...
.