Praktyczne spojrzenie

W lipcowym numerze "Naszego Rynku Kapitałowego" przeczytałem artykuł panów Pogorzelskich "Metoda a tradycja", a w nim natknąłem się na zdanie, które bardzo mnie poruszyło: "Myślenie zdroworozsądkowe, to - mówiąc dobitnie - prostacka bezrefleksyjność, kultura magla, w którym słucha się tego, kto najgłośniej i najbardziej zdecydowanie krzyczy". Co prawda, w dalszej części artykułu to niepochlebne podsumowanie zdrowego rozsądku zostało nieco złagodzone, a nawet można by wysnuć wniosek, że autorzy zauważają jakieś pożytki z niego płynące - jednak ogólny podtekst jest taki, że "prawdziwym" myśleniem jest tylko to, co jest niesłychanie mądre i naukowe.Całe szczęście, że wielu uczonych, także w dziedzinach bardzo ścisłych, czyli mocno zmatematyzowanych i abstrakcyjnych, nie podziela tego poglądu i bardzo sobie ceni zdrowy rozsądek. Ja nie aspiruję do miana naukowca, ale - według żartobliwego określenia mojej siostry - też jestem "ścisłakiem", więc chciałbym zilustrować korzyści wynikające z takiego właśnie sposobu myślenia. W końcu moje felietony mają wspólny nadtytuł "Praktyczne spojrzenie" - a czymże ono jest, jak nie bezpośrednim zastosowaniem zdroworozsądkowego podejścia do rzeczywistości.Zacznijmy od przepisu z projektu ustawy o podatku od osób fizycznych, w którym proponuje się, by dla ustalenia zysku ze sprzedaży papierów wartościowych określać koszt nabycia tych papierów według metody średnich cen ważonych. Teoretycznie wydaje się to słuszne i naukowe. Ale zastanówmy się, jak wyglądałoby to w praktyce? Do wyceny kosztu nabycia stosuje się wiele różnych metod, a jedną z bardziej skomplikowanych jest właśnie metoda średnich ważonych. Można sobie jeszcze dać radę, gdy najpierw będziemy akcje stopniowo kupować po różnych cenach, a potem zaczniemy je wyprzedawać.Problem zaczyna się jednak, gdy sprzedamy tylko część akcji, potem znowu dokupimy, znów trochę sprzedamy itd. Konia z rzędem temu, kto bez dobrego programu komputerowego wyliczy zyski z poszczególnych transakcji! A przecież mówimy o podatku od osób fizycznych, a nie od przedsiębiorstw, które prowadzą zaawansowaną księgowość. Ten podatek musi być jasny i zrozumiały. Trzeba więc zastosować metodę, którą każdy inwestor, nawet tak zwany "drobny", będzie mógł łatwo pojąć, bez konieczności studiowania mądrych ksiąg. On musi szybko oszacować, jaki osiągnie zysk z transakcji. Na zdrowy rozum najlepsza jest metoda FIFO, czyli według kolejności nabycia. Sprzedajemy akcje w tej samej kolejności, w jakiej je kupowaliśmy. Łatwo to wyliczyć i łatwo sprawdzić, czy się nie pomyliliśmy.A teraz drugi przykład. Prezes ZUS ogłasza wszem i wobec, że wiele umów z funduszami emerytalnymi jest zawieranych niezgodnie z prawem, więc jego firma nie może przekazywać składek funduszom. Żeby mogła to robić, trzeba zmienić ustawę. A dlaczego? Bowiem nikt jej nie zweryfikował na zdrowy rozum - przecież numery PESEL oraz NIP funkcjonują już od dawna i choć ich istnienie jest teoretycznie słuszne, w praktyce ujawniły się również wady. Gdyby więc od razu zastosowano do ustawy kryterium zdroworozsądkowego i praktycznego sprawdzianu, nie trzeba by jej teraz na gwałt zmieniać. Zwyciężyła teoria, a może po prostu - aż strach powiedzieć - myślenie "jakoś tam będzie".Pamiętajmy więc, by przed wprowadzeniem czegoś nowego, wymyślonego w oparciu o bardzo głęboką wiedzę teoretyczną, spytać praktyków, co o tym myślą. Warto też samemu zastanowić się, czy tak na zdrowy rozum jesteśmy w stanie wytłumaczyć, o co w tym wszystkim chodzi.

Krzysztof Grabowski prezes Związku Maklerów i Doradców Tekst stanowi wyraz osobistych poglądów autora.