Rynki na całym świecie zareagowały na drugą już podwyżkę stóp procentowych w USA w sposób bardzo zbliżony do ich zachowania, które można było obserwować po pierwszej decyzji Fed o zaostrzeniu polityki pieniężnej z końca czerwca. Po raz kolejny brak jakichś niemiłych niespodzianek (utrzymanie neutralnego kierunku przyszłej polityki, łagodnie sformułowany komunikat) został potraktowany przez inwestorów jako sygnał, że będzie to już ostatnia podwyżka w tym roku. Innego zdania jest rynek eurodolarowy, który dyskontuje trzecią podwyżkę już w listopadzie i dwie kolejne w ciągu następnych 12 miesięcy. Odporność globalnego rynku na te niekorzystne zjawiska jest niezwykła, szczególnie jeśli porównać ją z tym, co działo się na rynkach peryferyjnych w poprzednich okresach restrykcji monetarnych Fed (luty'94; luty'95 oraz po marcu'97). Jest to na krótszą metę pozytywny objaw, warto jednak pamiętać, że jednym z deklarowanych między wierszami celów Fed jest "spuszczenie powietrza" z rozdętego rynku akcji giełdy nowojorskiej. Realizacja tego celu zostanie zawieszona tylko w przypadku ponownego zdecydowanego pogorszenia się sytuacji na rynkach zagranicznych.Pomimo ostatnich wzrostów, sytuacja techniczna krajowego rynku pozostaje niezbyt korzystna. Z wczorajszego poziomu WIG-u (17 234) do najbliższego trwałego wsparcia (ok. 15 000) jest aż 13 proc., zaś odległość od zaczynającej się powyżej poziomu 17 600 pkt. kluczowej strefy oporu wynosi zaledwie 2,5 proc. Przyjmując założenie, że w obecnych warunkach, podobnie jak w ciągu ostatniego 2,5 roku, nie można liczyć na przełamanie oporu w okolicach 18 000 pkt., otrzymujemy mało korzystny stosunek potencjalnej nagrody do ponoszonego ryzyka. Proporcje te stałyby się atrakcyjne (3:1), zachęcając do otwierania krótkoterminowych pozycji dopiero dla wartości WIG-u niższej niż 15 600. Trudno jednak obecnie dopatrzyć się czynnika, który zdołałby wytrącić rynek z błogostanu, w jakim się znajduje.
.