Rynki zagraniczne

Zdecydowanie najlepsze nastroje panowały w ubiegłym tygodniu na amerykańskim rynku elektronicznym. Indeks Nasdaq Composite, mierzący koniunkturę wśród spółek o zaawansowanej technologii, wzrósł o 4,21%, do rekordowego poziomu 4235,4 pkt. Najwyższą wartość w historii osiągnął także niemiecki Xetra DAX - 7258,9 pkt. Dow Jones spadł aż o 4%, do 11 251,7 pkt.

AmerykaW minionym tygodniu zdecydowanie spadały notowania największych amerykańskich firm. Dow Jones tracił na wartości przez cztery ostatnie sesje, zamykając notowania piątkowe na poziomie 11 251,7 pkt. To pierwsza tak niekorzystna dla posiadaczy akcji seria od połowy października ub.r., kiedy rozpoczynała się ostatnia fala wzrostowa.Pomimo przewagi podaży, na rynku utrzymał się trend wzrostowy. Wykres wskaźnika w dalszym ciągu porusza się w kanale trendowym, obejmującym ostatnie trzy miesiące notowań. Linia wsparcia opisywanej formacji znajduje się tuż poniżej indeksu i jeśli na sesji poniedziałkowej byki nie obudzą się, to trend wzrostowy prawdopodobnie załamie się. W przypadku realizacji tego negatywnego scenariusza należałoby spodziewać się zniżki Dow Jonesa przynajmniej do 10,6 tys. pkt., co wynika z wysokości kanału.Jeśli natomiast popyt okaże się dostatecznie silny, aby utrzymać wykres wskaźnika nad linią wsparcia, będzie można oczekiwać kolejnej fali wzrostowej, która powinna osiągnąć przynajmniej 11,8-12 tys. pkt. W tej strefie znajduje się linia oporu poprowadzona przez szczyty z maja, lipca i sierpnia 1999 r., która zatrzymała ostatnie wzrosty, a także górna linia opisywanego kanału wzrostowego.Na równowagę sił między popytem a podażą wskazuje indeks S&P 500, obejmujący większą liczbę spółek niż Dow Jones. Wartość tego wskaźnika spadła o 0,6%, do 1441,4 pkt. Sytuacja techniczna indeksu w krótkim terminie nie uległa większej zmianie i w dalszym ciągu nie jest najlepsza. Wprawdzie na rynku dominuje trend boczny, ale po przełamaniu przyspieszonej linii trendu większe jest prawdopodobieństwo wybicia w dół niż w górę. Aby tak się stało, niedźwiedzie muszą doprowadzić do przełamania poziomej linii wsparcia, znajdującej się na wysokości 1405 pkt. Jeśli tak się stanie, to należy oczekiwać dalszej zniżki w okolice 1320 pkt., gdzie znajduje się właściwa linia trendu.Po krótkiej korekcie hossa powróciła na amerykański rynek elektroniczny. Wskaźnik Nasdaq Composite po zwyżce o 4,21% osiągnął najwyższy poziom w historii - 4235,4 pkt. Choć trend wzrostowy wydaje się nieco słabszy niż pod koniec ub.r., jednak dominacja byków nie podlega dyskusji. Najbliższe wsparcie wyznaczane przez linię trendu znajduje się na wysokości 3900 pkt. Dopiero jeśli wykres wskaźnika spadnie poniżej tego poziomu, będzie można spodziewać się głębszej korekty.EuropaNa najważniejszych giełdach europejskich, podobnie jak na Wall Street, panowała nie najlepsza koniunktura. Zdecydowanie spadły kursy akcji w Londynie i Paryżu. Jedynie we Frankfurcie padł w poniedziałek rekord, ale już kolejne sesje przebiegały pod dyktando podaży.Od poniedziałku najwyższa wartość w historii indeksu Xetra DAX wynosi 7258,9 pkt. W perspektywie ostatnich pięciu sesji wskaźnik zyskał 0,5%, ale jego sytuacja techniczna wcale nie jest taka rewelacyjna. Po rekordowej sesji, kolejne notowania przebiegały pod znakiem zdecydowanej dominacji niedźwiedzi, w efekcie czego na wykresie świecowym powstała formacja objęcia bessy, która jest typowa dla początku spadków.Najbliższe wsparcie wyznacza linia trendu wzrostowego, znajdująca się na poziomie 6700 pkt. Dopóki wykres wskaźnika utrzymuje się powyżej tej wysokości, nie ma podstaw, żeby prognozować głębsze spadki na niemieckim rynku akcji. Nadzieję na powrót korzystnej tendencji będzie można mieć dopiero, jeśli bykom uda się pokonać opór na wysokości 7200 pkt., wyznaczany przez połowę dużej czarnej świecy z zeszłego tygodnia.Zdecydowanie najsłabiej prezentuje się sytuacja techniczna londyńskiego FT-SE 100. W ostatnim tygodniu wskaźnik ten spadł aż o 4,7o 6346,3 pkt., najniższego poziomu od początku listopada 1999 r. Efektem tak zdecydowanej przewagi niedźwiedzi było ukształtowanie na wykresie indeksu formacji głowy z ramionami, typowej dla końca trendu wzrostowego. Linia szyi formacji znajduje się na wysokości 6450 pkt. i została przełamana w zeszłym tygodniu. Z jej wysokości wynika, że wartość indeksu FT-SE 100 powinna spaść nawet poniżej 6 tys. pkt.Jednak "po drodze" do tego poziomu, na wysokości 6,2 tys. pkt., znajduje się jeszcze bardzo istotne wsparcie wyznaczane przez linię wsparcia trwającego ponad rok trendu wzrostowego. Jej ewentualne przełamanie będzie stanowić bardzo poważne ostrzeżenie przed możliwością zakończenia długoterminowej tendencji wzrostowej. Na najbliższych sesjach koniunktura nie powinna być jednak najgorsza, ponieważ zgodnie z analizą techniczną, po wybiciu z formacji należy oczekiwać ruchu powrotnego w jej kierunku. Jeśli zwyżka przekroczy poziom linii szyi (6 450 pkt.), to głowa z ramionami załamie się, tracąc swój spadkowy potencjał. Byki tracą kontrolę również nad giełdą w Paryżu - indeks CAC-40 spadł o 1,9%, do 5 681,3 pkt. Ostatnie dwa tygodnie notowań można określi jako ruch powrotny w kierunku przełamanej na początku roku przyspieszonej linii trendu. Ponieważ popyt był zbyt słaby, aby pokonać opór wyznaczany przez połowę dużej czarnej świecy na wysokości 5800 pkt., należy oczekiwać dalszego spadku wartości wskaźnika. Najbliższe istotne wsparcie w postaci głównej linii długoterminowego trendu wzrostowego znajduje się na poziomie 4800 pkt.AzjaFala dekoniunktury nie ominęła również giełd azjatyckich. Krótkoterminowy trend spadkowy umocnił się na giełdzie w Hongkongu, natomiast na rynku w Tokio trwa korekta tendencji wzrostowej.Nikkei 225 stracił na wartości 2,88%, zamykając notowania piątkowe na poziomie 18 878,1 pkt. Od września ub.r. tempo wzrostu wyznacza kanał trendowy i ostatnie spadki rozpoczęły się od odbicia wykresu wskaźnika od linii oporu tej formacji. Zgodnie z analizą techniczną, należy zatem oczekiwać kontynuacji zniżki do dolnego ograniczenia kanału, które wyznacza linia długoterminowego trendu wzrostowego, znajdująca się na wysokości 18,4 tys. pkt. Jej przełamanie, co będzie równoznaczne z załamaniem korzystnej tendencji, wcale nie jest wykluczone, ponieważ pozycja byków nie jest zbyt mocna. Wskazuje na to wygląd ostatniej fali wzrostowej, gdzie po każdej zwyżce następowała głęboka korekta.Niezbyt korzystnie, z punktu widzenia analizy technicznej, prezentuje się również wskaźnik Hang Seng, który w czasie ostatnich pięciu sesji spadł prawie o 5%, do 15 108 pkt. Po przełamaniu na początku roku przyspieszonej linii trendu indeks nieuchronnie zmierza do głównego wsparcia znajdującego się na poziomie 13,5 tys. pkt. W ostatnich tygodniach na wykresie Hang Seng pojawiła się formacja głowy z ramionami, dość mocno nachylona w prawo. Jej pełne ukształtowanie nastąpi w przypadku zniżki wskaźnika poniżej linii szyi, znajdującej się nieco poniżej 15 tys. pkt. Realizacja tego negatywnego scenariusza byłaby poważnym ostrzeżeniem przed zakończeniem hossy na giełdzie w Hongkongu. Z wysokości formacji wynika bowiem, że Hang Seng może spaść poniżej 13 tys. pkt., a to oznaczałoby przełamanie długoterminowej linii wsparcia.PodsumowanieTrendy wzrostowe na wielu czołowych rynkach akcji znalazły się w krytycznym momencie. Ważną linię trendu testował będzie Dow Jones, formacja zapowiadająca spadki ukształtowała się na wykresie FT-SE 100. Jeśli na najbliższych sesjach byki nie obudzą się, będziemy mieli do czynienia z głębszą korektą trendu wzrostowego.Wprawdzie giełda w Warszawie dość spokojnie reagowała na ostatnie zawirowania na najważniejszych rynkach świat, jednak pogłębienia spadków za Atlantykiem zapewne już tak bezboleśnie nie przetrwamy. Szczególnie że wykresy wskaźników rynku podstawowego coraz wyraźniej sugerują rosnącą siłę niedźwiedzi.

TOMASZ JÓŹWIK