Współczesną gospodarkę Edward Luttwak nazywa turbokapitalizmem. Różni się on od kapitalizmu regulowanego, w którym państwo ograniczało konkurencję, określało ceny na niektóre produkty i usługi i w rozmaity sposób ingerowało w gospodarkę. Kapitalizm regulowany zapewniał w ciągu pół wieku krajom bogatym spokojny rozwój. Dynamika wzrostu była jednak coraz niższa, coraz wyższa była inflacja, bezrobocie i zadłużenie państw. Turbokapitalizm zrywa z wieloma nawykami i zwyczajami kapitalizmu regulowanego. Rozwija się przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i niektórych krajach należących do emerging markets. Według Luttwaka, amerykańskiego eksperta od spraw globalnych, turbokapitalizm wyłonił się z fali prywatyzacji i deregulacji, przeprowadzanych w wielu krajach w latach 80. Dziś obejmuje szerokie spektrum zjawisk, takich jak: dynamiczny rozwój ?nowej gospodarki?, związanej z technologiami informatycznymi, agresywne metody zarządzania, nastawione na zwiększenie wartości rynkowej firm poprzez fuzje i przejęcia, redukcje zatrudnienia i obniżanie kosztów wszędzie tam, gdzie to tylko możliwe. Turbokapitalizm nie istniałby bez zniesienia wielu regulacji dotyczących rynku pracy i osłabienia wszechwładzy związków zawodowych.Nowe zjawiska w gospodarce i zarządzaniu prowadzą do rozwarstwienia dochodów, a jednocześnie tworzą nowe miejsca pracy i zapewniają dynamiczny wzrost gospodarczy. Turbokapitalizm niszczy część tradycyjnych przedsiębiorstw i zawodów, zagraża stylowi życia, do którego wielu ludzi przywykło, ale przynosi też ogromny postęp technologiczny i daje nowe szanse na znalezienie pracy. Nic dziwnego, że budzi namiętności. Jedni z nim walczą, żądając zamknięcia granic dla zagranicznego kapitału i dla importu towarów, sprzeciwiają się budowie hipermarketów i napływowi do kraju cudzoziemców. Inni inwestują w nowe technologie i liczą na korzyści, związane z włączeniem gospodarki do globalnych struktur. Ten spór jest żywy w Polsce. Mimo reform trwających od dziesięciu lat w kraju obowiązuje wiele biurokratycznych przepisów jeszcze z poprzedniej epoki. Silna jest pozycja związków zawodowych, a kodeks pracy ściśle reguluje powinności pracodawcy wobec pracowników. Wciąż duża jest rola przedsiębiorstw państwowych, w których przez lata wytworzyła się specyficzna kultura, której elementem jest bezpieczeństwo i pewność pracy oraz znaczna rola pracowników we współzarządzaniu. Polskie rolnictwo jest zanurzone w tradycyjnej gospodarce. W coraz większym stopniu utrzymuje się z państwowych dotacji i transferów socjalnych. Tradycyjna gospodarka przedstawia ogromną siłę polityczną, która opóźnia restrukturyzację niedochodowych gałęzi przemysłu i unowocześnienie rolnictwa.Ale jednocześnie wyrastają enklawy turbokapitalizmu. W Polsce internet rozwija się w tempie szybszym niż w większości krajów Europy. Spółki, które ogłosiły plany budowy internetowych portali, przeżyły krótkotrwałą hossę na giełdzie. Potem przyszło ostudzenie nastrojów, ale nikt nie ma wątpliwości, że nowe informatyczne media będą odgrywać w polskiej gospodarce coraz większą rolę. Turbokapitalizm rozwijają prywatne firmy, które powstały od podstaw i w których kultura zarządzania jest zupełnie inna niż w tradycyjnych państwowych przedsiębiorstwach. W wielu z nich związki zawodowe nie istnieją, a umowy o pracę są elastyczne. Dalsze uelastycznianie rynku pracy jest pomysłem rządu na walkę z bezrobociem. Turbokapitalizm przychodzi do Polski wraz z zagranicznym kapitałem, który w roku ubiegłym zainwestował u nas 10 mld dolarów. Zagraniczni właściciele wymusili w wielu firmach głęboką restrukturyzację, zmienili polskie zarządy, przeprowadzili redukcję zatrudnienia. Trwa proces łączenia się firm i dzielenia, sprzedawania ich na części i tworzenia z klocków firm zupełnie nowych. Jeden z największych konglomeratów ? Elektrim ? zapowiedział właśnie sprzedaż spółek, produkujących kable i potężne inwestycje w informatykę. Firma informatyczna Optimus sprzedaje swoje akcje bankowi. Zapewne wkrótce pojawią się w niej zagraniczni inwestorzy. Polskie banki stoją w obliczu fali fuzji, z których powstanie kilka megabanków, prawdopodobnie z zagranicznym kapitałem.To wszystko Luttwak zaliczyłby do turbokapitalizmu. Ludzie, którzy przywykli do spokojnego życia i bezpiecznej pracy za niewielkie wynagrodzenie, czują się tym zaniepokojeni. Młodsi, którzy dopiero wchodzą na rynek i szukają swojego miejsca w życiu, widzą w turbokapitalizmie szansę.

Witold Gadomski publicysta ?Gazety Wyborczej?